SANITARIUSZE Z RIO DE JANEIRO

Staż w oddziałach specjalnych, znajomość obsługi broni maszynowej. To musi umieć... sanitariusz pracujący w Rio de Janeiro. Do biednych dzielnic opanowanych przez gangi muszą jeździć wojskowe karetki - informuje Dziennik Online.

Sanitariusze uzbrojeni są po zęby. Karabiny M -16, dwa pistolety i skrzynka granatów w karetce. Każdy z nich obowiązkowo nosi kamizelkę kuloodporną. Inaczej nie mieliby szans, żeby przeżyć w favelach Rio. Wiele razy dostawali się pod ostrzał gangów. Gangsterzy z czasem nauczyli się, że lepiej wybrać sobie inny cel niż opancerzona karetka, której załoga ostro się ostrzeliwuje. Teraz sanitariusze proszą o przydzielenie im transportera opancerzonego, którym już bez żadnych przeszkód będą jeździć po Rio.

Histeryczne głosy tzw. obrońców praw człowieka, że uzbrojeni sanitariusze łamią konwencje genewskie zakazujące medykom nosić broń milkły, gdy sanitariusze brali tych humanitarystów na nocną przejażdżkę. Od razu zmieniali zdanie.

Do biednych dzielnic nie zapuszczają się normalne karetki. By jednak pomóc biednym mieszkańcom władze Rio poprosiły o pomoc wojsko. Stworzono więc specjalne oddziały medyczne żandarmerii. Trafili do nich tylko ochotnicy, i to tacy, którzy wcześniej służyli w siłach specjalnych - czytamy w Dzienniku Online.

Dziennik Online (30.03.2007)

Tekst można polecić naszym rodzimym humanitarystom, którzy wierzą we wrodzoną szlachetność ludzi biednych. Ludzie z każdej grupy społecznej są różni, jedni dobrzy, drudzy źli, a władza państwowa, jak pisał św. Paweł w Liście do Rzymian (13,4), "nie bez przyczyny nosi miecz". Rzecz tylko w tym, by nie zawahała się go użyć na czas. Bo później może być już za późno.

Zobacz także: