Albo kolędy, albo dotacje
Władze jednej z londyńskich dzielnic chciały odebrać dotacje polskiej organizacji z powodu jej "chrześcijańskiego charakteru". Dopiero kiedy sprawą zainteresowała się lokalna prasa, urzędnicy zaczęli się wycofywać z gróźb.
Kierowano je do Centrum Polskich i Wschodnioeuropejskich Rodzin Chrześcijańskich w dzielnicy Wood Green, z którego pomocy korzysta około czterystu osób. Centrum organizuje zajęcia dla dzieci, opiekuje się też starszymi i samotnymi imigrantami. Władze dzielnicy, które przekazują placówce siedem tysięcy funtów dotacji rocznie i pokrywają koszty zatrudnienia jednego pracownika, zażądały, żeby Centrum usunęło ze swej nazwy słowo "chrześcijańskich" i wyeliminowało z zajęć "piosenki o miłości do Jezusa".
- Gdy przyszło do mnie to pismo, byłam zszokowana - mówi "Rzeczpospolitej" kierująca ośrodkiem Gosia Shannon.
"Oczekujemy od placówek, które wspieramy, by były wolne od wszelkich akcentów religijnych" - napisała w piśmie Debbi Biss, urzędniczka odpowiedzialna za rozdzielanie funduszy.
Polacy z Wood Green odebrali atak na ich Centrum jako próbę narzucenia im obcej laickiej kultury i systemu wartości. - Powiedziałam sobie, że nie możemy się poddać. Musimy bronić naszego polskiego, chrześcijańskiego stylu życia - mówi pani Shannon, która w Wielkiej Brytanii mieszka od piętnastu lat i ma męża Irlandczyka.

Piotr Zychowicz


źródło: Rzeczpospolita, 09.12.2006

Zobacz także: