Kościół przed Vaticanum II był w doskonałym stanie
Wokół II Soboru Watykańskiego - który obradował przed 41 laty i na czwartej Sesji zamknął swe obrady - krążą liczne legendy, pobożne i fałszywe. Dotąd nikt jeszcze nie próbował przekonująco udowodnić, że owo spektakularne zgromadzenie blisko 2500 biskupów w Bazylice św. Piotra zrodziło się z rozpaczliwej sytuacji, w jakiej rzekomo znajdować się miał ówczesny Kościół. Katoliccy przywódcy Kościoła stanęli jakoby pod ostrzałem ostrej krytyki całego świata, i to zarówno od zewnątrz jak i ze strony własnych katolików, żądającej, by Kościół wreszcie przystosował się do świata, aby wierze w Jezusa Chrystusa nie pozwolić zginąć pod gruzami dwutysięcznego zmurszałego katolicyzmu.
Sytuacja wyglądała diametralnie przeciwnie.
Papież Pius XII, rzymianin Eugenio Pacelli, umierając (1958) pozostawił Kościół rzymskokatolicki w stanie określonej stabilności, a nawet wyraźnej terytorialnej ekspansji. W każdym bądź razie sytuacja Kościoła, od Stanów Zjednoczonych po kraje zachodnioeuropejskie z Polską włącznie, wykazywała mocne i egzystencjalne związanie się mas wiernych z Kościołem katolickim. Wymieńmy z grubsza: liczne uczestnictwo w nabożeństwach niedzielnych, masowe chrzty, pierwsze komunie, śluby, kościelne pogrzeby, procesje Bożego Ciała, imponująca liczba księży, pełne seminaria duchowne - były to wartości, o jakich biskupi w wielu krajach dzisiaj mogą już tylko marzyć. Każdy socjolog, pytany wtedy o radę, co robić, zachęcałby do tego, by wszystko pozostawić takie, jakie jest i niczego nie zmieniać. Kierownictwo Kościoła spokojnie dzierżyło w ręku gotowy schemat do skopiowania w nadchodzącym XXI wieku i nawet czytelny program na trzecie tysiąclecie. Cóż można było zrobić jeszcze lepiej? Uczestnictwo w niedzielnej mszy św. podnieść w Polsce do 120%? Zrobić katolików jeszcze bardziej katolickimi, uczynić z nich mnichów i mniszki? (...)


Ks. Alfons J. Skowronek "Ku półwieczu Vaticanum II", Przegląd Powszechny 10/2006

Zobacz także: