Nie widać, czyli nie ma
[...] Jest jednak taka wojna, która trwa nieprzerwanie od paru dziesiątek lat. Choć pochłonęła już dużo więcej ofiar niż obie wojny światowe, jej końca nie widać.
Z prostego powodu - bo i samej wojny nie widać. Ruina psychiki nie jest tak widoczna jak zrujnowany dom. Strzałów nie słychać, bo tam używa się broni białej: noży, skalpeli i innych takich. Trupy są grzebane po kryjomu. A nawet niegrzebane - likwidowane lepiej, niż zdołali to zrobić Niemcy w Auschwitz. Utylizowane. A że nawet numerów nie miały, to nikt ich nie będzie szukał. Żaden Katyń i żadna nowa Bykownia nie ujawni ich strasznego losu. No, chyba że jakiś "korespondent wojenny" zdoła pokazać choćby migawki z tamtej masakry. U nas odważył się to zrobić niejaki Łukasz Wróbel, student z Warszawy, który konsekwentnie odmawia zgody na publikację swojego wizerunku i nie udziela wypowiedzi mediom. Musi za to udzielać odpowiedzi sądom w różnych miastach. Wlecze się go od Łodzi przez Lublin do Białegostoku na kolejne rozprawy, bo oto ośmielił się zorganizować wystawę, która "wywołuje zgorszenie".
Zgorszone są osoby o - dziwnym trafem - lewicowej wrażliwości, którym z reguły wadzi nie sama aborcja, tylko mówienie o niej. [...]
O tak. Prawda o mordowaniu dzieci jest nieprzyzwoita. Nieprzyzwoite jest nawet określanie tego słowem "zabijanie". Magdalena Środa nazywa to "terroryzmem językowym". Na Zachodzie już nawet zupełnie grzeczne wystawy obrońców życia spotykają się z histerią. Bo to niemożliwe, żeby tylu przyzwoitych ludzi popełniało zbrodnie. To są przecież ludzie kulturalni - w garsonkach, garniturach, lekarskich kitlach. Oni kochają ptaszki, zajączki i roślinki. Ktoś taki nie może robić złych rzeczy. Wystawa "Wybierz życie" pokazuje, że owszem, może. I dlatego jest nieprzyzwoita.


Źródło: Gość Niedzielny, 27.08.2006

Zobacz także: