PIOTRSKARGA.PL

Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail

NASZ RUCH NIE JEST PARTIĄ POLITYCZNĄ, ANI TEŻ NIE JEST POWIĄZANY Z KTÓRYMKOLWIEK Z ISTNIEJĄCYCH UGRUPOWAŃ POLITYCZNYCH
Listopadowa refleksja

Snujesz się po cmentarzu - miejscu pamięci. Twoje myśli kierują się ku wieczności, a kroki prowadzą do ostatecznych celów. Dziś dzień zadumy. Powiew jesiennego wiatru nucąc swą pieśń, uderza w strunę wspomnień. Wpatrujesz się w blask lampki na kamiennej mogile. Ogarnia Cię tęsknota. Zatrzymaj się na chwilę. Pochyl się nad tajemnicą śmierci. Oddaj cześć tym, którzy tu spoczywają. Dziś jest ich dzień.

Obudził się koło południa. Po ostatnich kilkunastu godzinach pozostały jedynie mgliste wspomnienia. Leżał bezsilnie na łóżku a w jego głowie chaotycznie majaczyły niewyraźne obrazki minionej nocy - anonimowe twarze, urojone wizje, chorobliwe okrzyki. Dobiegła końca kolejna towarzyska impreza, pozostawiając po sobie poczucie zmarnowanego czasu i uszczuplony portfel. Przez zasłonięte żaluzje przebijały się promienie słońca. Do jego uszu dochodził uliczny warkot przejeżdżających samochodów, szum nieznanych głosów i wyrwanych z kontekstu słów. Błądził bezradnie oczyma po pokoju, w którym pustka przenikała się z samotnością, szukając jakiegoś magicznego obiektu, na którym mógłby zawiesić wzrok i doznać ukojenia. W takich chwilach nachodziła go myśl, że można spróbować coś w swoim życiu zmienić, ustatkować się, usamodzielnić. Tego typu refleksje przypominały u niego błyskawicę - pojawiały się gwałtownie, chwilowo rozświetlały horyzont i szybko znikały, trwając jeszcze w głębokich zakamarkach jego duszy jako pusta idea, która przy okazji kolejnych nocnych wybryków miała znowu obudzić w nim wyrzuty sumienia. Był lekkoduchem. Nigdy nie przywiązywał większej wagi do tego, co powinno się robić, co pomyślą sobie ludzie, jak zareagują rodzice. Wręcz przeciwnie. Czasem nawiedzała go dzika chęć łamania wszystkich zasad, sponiewierania przyjętych wartości, zdeptania tradycji - w swoim mniemaniu urastał wtedy do rangi proroka anarchizmu, buntownika, którego powołaniem jest zaszczepienie w sercach ludzi pragnienia rewolucji. Taki potok myśli wprowadzał go w chwilową ekstazę, dawał mu pokrzepienie, poił jego duszę i napełniał umysł groteskowymi ideami, które zazwyczaj okazywały się pozbawione sensu i ulotne - zresztą jak wszystko w jego życiu. Traktował życie jako niewinną zabawę. W nic nie wierzył. Żył chwilą i w chwili. Nigdy nie martwił się o jutro, nie zawracał sobie głowy przyszłością, nie snuł planów ani nie miał marzeń. Nie rozpamiętywał też przeszłości, nie miał zamiaru uczyć się na błędach - było i minęło - mawiał. Wszystko, co mógł oczekiwać od życia, dostawał od rodziców. Obce mu było pojęcie odpowiedzialności za siebie, a o innych, mniej lub bardziej wzniosłych potrzebach ludzkich, zapominał podczas intensywnego życia nocnego. Taki był - z zawodu pracownik dobrze prosperującego rodzinnego przedsiębiorstwa, a z wyboru beztroski hulaka i utracjusz.

***

Spójrz na tablice, gdzie wyryto ślad ziemskiej wędrówki tych, którzy dotarli już do kresu drogi. Co się z nimi stało? Gdzie są ci, którzy byli przed nami? „Gdzież są możni tego świata, gdzie niezwyciężeni królowie?” Czy ich losem było przeminąć bez śladu? Czy u kresu pielgrzymki leży zapomnienie? Wiem, że chciałbyś znać odpowiedź. Natęż ucha i wsłuchaj się w grobową ciszę. To milczenie przemawia. Spójrz na puste imiona i zimne nekrologi obok cmentarnego krzyża - znaku zwycięstwa życia nad śmiercią. Przemijanie ma sens. Trudno Ci wznieść się ponad zwątpienie? Zaufaj Nadziei. Nie bój się, bo „jest po życiu Życie”. Zapal więc świeczkę zanim odejdziesz. I zmów modlitwę.

Refleksja o śmierci pierwszy raz dotknęła go w dzieciństwie, podczas pogrzebu dziadka. Był typowy jesienny dzień. Na zewnątrz świszczał wiatr, strącając na ulice liście różnych odcieni brązu. W jego świadomości przetrwało zaledwie kilka wspomnień tamtego wydarzenia. Pamięta długi korowód ludzi, smutek na twarzach najbliższych, ceremonie na cmentarzu, składanie trumny do grobu. Pamięta niezrozumienie całej sytuacji, ale też niewytłumaczalną konieczność zachowania powagi. Śmierć wydawała mu się wtedy czymś odwracalnym, była jak sen czy długa podróż. Nie był w stanie pojąć towarzyszącej jej uczuć samotności, pustki, odosobnienia. Dziwne poczucie braku zmuszało go do tworzenia własnych wyobrażeń o śmierci: w postaci upiornego kościotrupa odzianego w czarny płaszcz, duchów wirujących w nieprzebytej przestrzeni czy wiecznego snu, z którego nie dane jest się przebudzić. Minęło wiele lat nim znów miał zagłębić się w rozważaniach na temat życia po śmierci. W latach szkolnych widział w telewizji intrygujący program, dotyczący gruzińskiego dysydenta zabitego przez KGB, który rzekomo miał przebudzić się podczas sekcji zwłok i zdać relację z tamtego świata. Mówił o ciemnym tunelu u którego końca jaśniało światło, a jego blask przyciągał niczym magnez. Gdy doszedł do źródła tego światła, ogarnął go nagle błogi spokój, czuł jak całe jego ciało unosi się w stan nieważkości, że czuje się jak ptak lecący pod firmamentem niebios. Program wywarł na nim duże wrażenie i skłonił do zagłębienia się w tajemnicę życia po śmierci. Przez jakiś czas buszował w Internecie, czytał książki o zjawiskach paranormalnych, tworzył niestworzone teorie, którymi zarażał przyjaciół. W miarę poznawania nowych koncepcji, odkrywał też coraz więcej sprzeczności między nimi. W końcu cała jego wizja dotycząca śmierci klinicznej, cudownych przebudzeń, uprowadzeń przez kosmitów i innych tego typu zjawisk, legła w gruzach. Postanowił skończyć z tą jałową filozofią i zadowolił się naukowym tłumaczeniem o małej ilości tlenu dopływającej do mózgu w takich momentach, a także podświadomych myślach gasnącego mózgu, który sam tworzy niedorzeczne wizje. Nie myślał już więcej na ten temat. Śmierci bał się o tyle, o ile kochał życie. Bał się raczej przedwczesnej śmierci, która zrujnowałaby jego plany o beztroskim życiu, opływającym w przyjemności. Śmierć była koniecznością, naturalną koleją rzeczy. Nie wierzył w lepszy świat, bo ten był dla niego wystarczająco dobry. Moralność była tylko więzieniem, które pozbawiało wolności i rodziło konieczność skruchy. Nie odczuwał lęku przed śmiercią, bo nie wierzył w prawdziwe życie. Strach odczuwają tylko ludzie wierzący w życie wieczne, bo boją się odpowiedzialności za grzechy. Zbudował sobie łatwy do zrozumienia sposób życia, który nie wymagał wysiłku - pozwalał i dawał prawa, nie narzucając obowiązków.

***

Stąpasz po ziemi przodków, których imiona są dziś głuchym echem dawno zamilkłej muzyki. Ich ból daje ci siłę, by trwać w niepewności. Nie zawiedź tej nadziei. Dalej musisz iść sam - w podróż ku swojej przeszłości, zamkniętej w tych grobach. Nasze drogi jeszcze się skrzyżują. Wieczność jest jedna. Lecz idź już. Jesteś to winien historii. Stań z nią twarzą w twarz. Non omnis moriar - ich ślady wskazują Ci ścieżkę. Idź. Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim.

Od małego wzrastał w atmosferze chłodnej obojętności wobec dokonań minionych pokoleń i znaczenia rodzimej tradycji w życiu narodu. Duchowe dziedzictwo przodków, choć całkiem pokaźne i bogate, w wymiarze ekonomicznym nie miało wielkiej wartości, toteż odnoszono się do niego z umiarkowanym szacunkiem, bez zbędnego zachwytu. Jego oczy skierowane były w świetlaną przyszłość, jaką miała przynieść światu odarta z zabobonów i przesądów nauka. Kazano mu wierzyć w rozum, wyznawać wieczne prawo postępu, czcić i podziwiać jego twórców. Stał się apostołem intelektu. Nie wiara, a rozum miał być drogowskazem na ścieżkach ludzkości, prowadzących ku lepszej przyszłości świata. Nie tradycja, a duch czasu miał rozniecać iskry nadziei w zawiedzionych sercach, budząc w nich poczucie jedności i wspólnych celów. Nie miłość, a wyrachowanie miało wyznaczać sumieniu człowieka granice tolerancji, dzięki któremu społeczeństwa wzbiją się na duchowe wyżyny. Taki człowiek miał się stać alfą i omegą, początkiem i końcem, istotą niepojętą i wolną, świadomą i myślącą. Wprawdzie podchodził do tych utopijnych wizji, które wpajano mu w domu rodzinnym i wykładano w szkole, z beznamiętnym dystansem, bo jedyne czego pragną to święty spokój i dobre towarzystwo, to jednak głęboko zakorzeniło się w nim poczucie ignorancji i wyższości wobec przodków. O ile cenił niektóre jednostki za ich wkład w rozwój społeczeństw, o tyle w głębi serca żywił odrażającą pogardę dla życia ludzi minionych epok. Oskarżał władców i przywódców za rządy pełne błędów, tyranów za morze przelanej krwi, nieudaczników za brak heroizmu i zdecydowania, możnych za brak szacunku dla praw człowieka, a prosty lud za infantylną wiarę w pomoc silniejszych. Nie rozumiał praw tamtych społeczeństw, gardził ich obyczajami, deptał tradycję, sprzeniewierzał wartości. Czy nie odczuwał związku z ojczystym krajem? Czy obrócił się plecami do tego, co ofiarowała mu historia? Czy przeciął nić narodowej więzi i dał się ponieść namiętnościom chwili?
Wprawdzie istniało u niego coś takiego jak poczucie ciągłości pokoleń czy przynależności narodowej, ale w głębi serca odczuwał wstyd, że akurat do tego pokolenia i narodu. Uznał się za obywatela świata, wszak ojczyzna jest tam gdzie dobrze - a dla niego był to najważniejszy wyznacznik. Podróżował więc po szerokim świecie, mieszkał w najdalszych zakątkach globu, upajał się najbardziej urokliwymi krajobrazami, kosztował wyrafinowanej kuchni, poznawał dzikie i nieskażone przez cywilizację kultury.

***

Pragniesz złota i pomników? Za wszelką cenę chcesz spełniać marzenia? Nie płyń bezmyślnie z prądem. Nie cel uświęca środki. Przejrzyj na oczy - ta droga prowadzi w mroki potępienia. Wracaj do siebie - czas ucieka. Bo jaką korzyść odniesiesz, jeśli cały świat zyskasz, a siebie zatracisz? Dobry rolnik sieje zboże jesienią, aby zebrać dorodny plon w lecie. Nie bądź pustym kłosem i poczyń zasiew zawczasu. Twoje jutro jest dziś. Żyj roztropnie i bądź ostrożny. Bo nikt nie zna dnia ani godziny. Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz.

Życie było jego prawem - niczym nie ograniczonym i ciągle nadużywanym. Żył pełną piersią, z dnia na dzień, bez zmartwień, trosk i zgryzot. Życie nie było mozolną wędrówką, ale niekończącym się doznaniem. Wczoraj dla niego nie istniało, a jutra mogło nie być - chwytał więc teraźniejszość pełnymi garściami. Nie tęsknił i nie rozpamiętywał, nie czekał i nie śnił. Jego filozofia była prosta - żyć dla siebie. Nikomu nie pomagał i od nikogo nie oczekiwał pomocy. Był człowiekiem - i nic, co ludzkie nie było mu obce. Był kowalem własnego losu, sam sobie był sterem, żeglarzem i okrętem. Pływał więc po bezkresnych oceanach życia, przemierzając wzdłuż i wszerz jego wody, raz brał w żagle wiatr swobody, kiedy indziej dryfował po mieliznach namiętności - był korsarzem życia, bezlitosnym piratem. Kosztował najprzedniejszych trunków, bawił się w najgłośniejszych dyskotekach, spał w najdroższych hotelach. Jednak było coś, co nie pozwalało mu spać po nocach i nie dawało spokoju, ciągle wracając jak senna mara. W miarę jak pogłębiał się w rozpustnym życiu, sprawiało mu to coraz mniejszą przyjemność. Im częściej dawał upust swoim dekadenckim namiętnościom, tym intensywniejszych doznań potrzebował. Wyhodował w swoim wnętrzu potwora, który miał coraz większy apetyt i którego nie był już w stanie nakarmić. Błogosławieństwo swawoli stawało się przekleństwem. Chciał zbudować raj na ziemi, a stworzył sobie piekło. Udawał przed sobą i innymi kogoś, kim nie jest i nie chciał być. Uświadamiał sobie tragizm swojego położenia - to co nazywał szczęściem było jedynie zadowoleniem. Zaczął odczuwać pustkę i mocniejszą każdego dnia bezsilność. Był człowiekiem, który nic nie osiągnął, nie miał zainteresowań i ambicji. Mimo mnóstwa pieniędzy, nigdy nic nie zarobił ani nie poczuł smaku satysfakcji z wykonanej pracy. Miał wiele dziewczyn, ale zbyt bardzo kochając siebie, nie zrozumiał sensu prawdziwej i bezinteresownej miłości. Choć ciągle poznawał nowych ludzi i jego książka telefoniczna była pełna kontaktów, to w tym gąszczu przelotnych znajomości i anonimowych dusz nie doświadczył uczucia przyjaźni i w głębi serca czuł się samotny. Miał poczucie zmarnowanego życia i straconego czasu. Spojrzał w lustro i zobaczył w nim twarz człowieka zmęczonego, starzejącego się, człowieka, który zgubił drogę i przegrał siebie. Całe życie był pijany, a teraz zaczął trzeźwieć.

***

Masz rację, to niezwykły dzień - daje głębsze spojrzenie. Spójrz po raz ostatni na cmentarz zawieszony w otchłaniach nocy. Żarzący się tysiącem płomieni, pachnący kwiatami, pełen nadziei i modlitwy. Wspomnij jeszcze raz minione zdarzenia i głuche imiona. Nie potrafisz powstrzymać łez? To nic złego. To znak, że tli się w tobie człowieczeństwo.

Nastał wieczór, a wraz z nim dom zapełnił się smutkiem i gorzkim płaczem. Nie pomógł lekarz, nie pomogły błagalne łzy rozpaczy. Zmarł. Śmierć przyszła cicho, niezauważalnie, bez słowa. Zastała go bezsilnego i pokornego. Nie stawiał oporów. Jak do tego doszło? Dlaczego? Czy mogliśmy coś poradzić? Przecież to była tylko lekka gorączka, zwykłe osłabienie. Zawsze był zdrowy, energiczny, pełen chęci życia. Śmierć bezlitośnie przerwała drżącą strunę jego życia - niespodziewanie i zbyt wcześnie. Zostały tylko wspomnienia, żal i tęsknota.

„Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie …” Dzisiaj im, jutro nam.

Piotr Kopeć


poloniachristiana
Lepanto
Ukazał się 29. jubileuszowy numer "Rycerza Lepanto"
Czytelnicy znajdą w nim m. in. artykuły:
  • Szkoła Rycerska przy Instytucie im. Ks. Piotra Skargi
  • Z życia sekcji
  • Śp. Rafał Serafin - tak go zapamiętałem
  • Siedzący Byk katolikiem
  • Pistolety maszynowe Mors i MKPS
Numer 96,
wrzesień/październik 2017 r.
  • Przestroga dla świata i kościoła