PIOTRSKARGA.PL

Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail

NASZ RUCH NIE JEST PARTIĄ POLITYCZNĄ, ANI TEŻ NIE JEST POWIĄZANY Z KTÓRYMKOLWIEK Z ISTNIEJĄCYCH UGRUPOWAŃ POLITYCZNYCH
Konflikt gruziński:
Polityka po rosyjsku i bezsilność Zachodu

Kryzys związany z wojną w Gruzji trwa. Choć kolejne negocjacje przedstawicieli UE zakończyły się wyznaczeniem dokładnych terminów wycofania wojsk rosyjskich z Osetii Południowej i Abchazji - w zamian za gwarancje Unii, że Gruzja nie będzie interweniowała w zbuntowanych prowincjach - to Rosja cynicznie nie zrezygnowała z uznania niepodległości obu prowincji, które zgodnie z prawem międzynarodowym stanowią integralną część Gruzji. Na objętych konfliktem terenach do 1. października mają się pojawić obserwatorzy ONZ i OBWE.

Co więcej, tuż po ogłoszeniu 8. września przez prezydenta Sarkozy'ego wątpliwego sukcesu kolejnych negocjacji przedstawicieli UE z Rosją, następnego dnia minister obrony Rosji Anatolij Sierdukow zagrał na nosie Zachodowi i zapowiedział, że w Osetii Południowej oraz Abchazji powstaną rosyjskie bazy wojskowe, w których stacjonować będzie po 3800 żołnierzy. Polecenie rozmieszczenia tych żołnierzy wydał już prezydent Medwiediew. Rosja nawiązała także oficjalne stosunki dyplomatyczne z obu prowincjami.

Konflikt w Gruzji nie rozpoczął się przypadkowo. Był długo przygotowywany przez Kreml, o czym wiedziały państwa zachodnie. Rosja od lat podsycała napięcia, lokując w Osetii Południowej oraz Abchazji oficerów służb specjalnych, którzy mieli doprowadzić do odłączenia się obu prowincji.  Zdecydowanie proamerykański kurs prezydenta Gruzji Sakaszwilego denerwował władze na Kremlu. Sam Sakaszwili przecenił rolę swego wielkiego sojusznika, mając nadzieję, że USA przyjdą z pomocą Gruzji, jeśli ta wda się w konflikt z Rosją. Był również przekonany, że ma świetnie uzbrojoną i dobrze przeszkoloną armię, której broń oraz szkolenie zapewnił w końcu Izrael. Władze gruzińskie były przeświadczone, że są w stanie wdać się w krótką wojnę konwencjonalną z Rosją i wygrać. Nie miał takich złudzeń rząd Izraela. W ciągu dwóch dni od rozmowy telefonicznej Putina z Peresem poprzedzającej interwencję Gruzji - w której premier Rosji zażądał wycofania przez Izrael swojej broni oraz szkoleniowców z Gruzji pod groźbą zaostrzenia konfliktu na Bliskim Wschodzie - Izrael dostosował się do żądań Rosji.

Gruzini wkraczając 7. sierpnia na teren zbuntowanych prowincji w celu "przywrócenia porządku konstytucyjnego" dali pretekst Rosjanom do złamania prawa międzynarodowego. A jeszcze w kwietniu tego roku Rosja podpisała  rezolucję, zobowiązując się do przestrzegania "suwerenności, niepodległości i integralności terytorialnej Gruzji."

Co prawda Gruzja jest istotna dla USA jako ważny sojusznik w tej części świata, ale nie na tyle, aby ryzykowały one wdanie się w konflikt na terenach uznawanych za bezpośrednią strefę wpływów Rosji. Prezydent Bush jeszcze przed interwencją Gruzinów wysłał do Sakaszwilego swoich przedstawicieli z przesłaniem, że USA nie poprą ewentualnej interwencji Gruzji w jej prowincjach. Z kolei mocno lewicująca Unia Europejska, od lat budująca sieć powiązań gospodarczych z Rosją w nadziei - a może to tylko oficjalne stanowisko a cel jest inny - że uda się w ten sposób Rosję "ucywilizować," zależna aż w 70 proc. od dostaw surowców energetycznych z tego kraju, zniewoliła się i nie może nic zrobić. Znowu triumfują ci, którzy mówią, że polityka to jedno wielkie "bagno" a dyplomacja służy eleganckiemu załatwianiu interesów przez "wielkich" za plecami i z poświęceniem małych państw.

Reakcja Rosji - która pod pretekstem ochrony swoich obywateli wkroczyła 8. sierpnia na tereny należące do Gruzji w odpowiedzi na wcześniejszą akcję Gruzinów, mających prawo do przywrócenia porządku konstytucyjnego w zbuntowanych prowincjach - była zdecydowanie przesadzona. Wszystko jednak zostało skrupulatnie zaplanowane i choć nie udało się obalić rządu Sakaszwilego, Rosja odniosła znaczny sukces. Wie, że może bezkarnie łamać prawo międzynarodowe, że może ustawiać "grę" tak jak chce, że państwa zachodnie uznają jej strefy wpływów, i że może znów liczyć się na arenie międzynarodowej. Odradzający się imperializm triumfuje.

Tymczasem powstaje pytanie, co z niepodległymi państwami, które nie chcą znajdować się w strefie wpływów Rosji? Co z uchodźcami i wszystkimi poszkodowanymi w wyniku tego konfliktu? Czy oni się nie liczą? Czy w polityce międzynarodowej nie ma miejsca na moralność i sprawiedliwość? Dlaczego kraje Unii, podobnie jak i USA mają taki problem z nazwaniem zła po imieniu i kłopoty z ustaleniem zgodnego stanowiska w sytuacji oczywistego naruszenia prawa międzynarodowego? Nie chodzi o to, aby już wszczynać kolejną wojnę światową, lecz o moralne zdecydowane potępienie zła, o konkretne, bardzo dotkliwe sankcje gospodarcze i negocjowanie z pozycji siły w imię wyższych wartości.

Postępowanie z Rosją przypomina lata 70. i wczesne lata 80. Wtedy też państwa zachodnioeuropejskie głosiły konieczność kontynuowania polityki odprężenia, czyli rozmawiania i zacieśniania stosunków ekonomicznych, kulturalnych itp., na co konserwatywni, amerykańscy mężowie stanu odpowiadali, że detente nie sprawdza się i że prowadzi do nikąd oraz przynosi poważne osłabienie Zachodu. Amerykanie uważali, że polityka odprężenia nie była w stanie skłonić ZSRR do politycznej powściągliwości i umiarkowania na polu militarnym. W rzeczywistości, pomimo prowadzenia rozmów rozbrojeniowych ZSRR rozbudowywał swój arsenał wszystkich rodzajów broni w zakresie daleko wykraczającym poza uzasadnione względami bezpieczeństwa potrzeby, uzyskując na początku lat 80. przewagę nad obozem zachodnim, zagrażając tym samym jego interesom. Z tych m.in. wzglądów administracja Reagana uznała politykę odprężenia za szkodliwą. Reagan był przekonany, że należy dozbroić się, aby uzyskać jeśli nie przewagę, to przynajmniej równowagę z potencjałem radzieckim a następnie prowadzić z Sowietami negocjacje rozbrojeniowe z pozycji siły.

Reagan miał wyraźnie wytyczone cele polityki zagranicznej, która m.in. zakładała dyscyplinowanie sojuszników z NATO "flirtujących" z Rosją w sprawie  budowy gazociągu jamajskiego. Stan wojenny w Polsce tylko przyspieszył decyzje o nałożeniu licznych sankcji gospodarczych na ZSRR. M.in. postanowiono wówczas, że amerykańskie spółki oraz działające na ich licencjach firmy europejskie nie mogą sprzedawać do ZSRR stosownych urządzeń potrzebnych do budowy gazociągu itp.

Wracając do konfliktu w Gruzji powstaje pytanie, jak USA zamierzają przewartościować zasady współpracy z Rosją, z którą odbywają manewry wojskowe? Że takie przewartościowanie nastąpi, to pewne. Zapowiadają to wszyscy ważni przedstawiciele obu partii. Czy USA będą chciały zdyscyplinować  w ramach NATO wyemancypowaną Europę w celu obrony wartości świata zachodniego? Czy dalej chcą odgrywać rolę najważniejszego państwa mocarstwowego na arenie międzynarodowej, czy też raczej podzielą się nią z innymi państwami, niekoniecznie uznającymi wartości świata zachodniego? Niewątpliwie sytuacja jest skomplikowana, ale mylą się ci, którzy uważają, że Rosja nie wie co ze sobą zrobić i dlatego "straszy" Zachód. Mylą się także ci, którzy twierdzą, że to "cywilizowany" kraj rządzony przez  polityków uznających demokratyczne standardy świata zachodniego.

Agnieszka Stelmach


poloniachristiana
Lepanto
Ukazał się 29. jubileuszowy numer "Rycerza Lepanto"
Czytelnicy znajdą w nim m. in. artykuły:
  • Szkoła Rycerska przy Instytucie im. Ks. Piotra Skargi
  • Z życia sekcji
  • Śp. Rafał Serafin - tak go zapamiętałem
  • Siedzący Byk katolikiem
  • Pistolety maszynowe Mors i MKPS
Numer 95,
lipiec/sierpień 2017 r.
  • Kongres Apostołów Fatimy

  •