PIOTRSKARGA.PL

Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail

NASZ RUCH NIE JEST PARTIĄ POLITYCZNĄ, ANI TEŻ NIE JEST POWIĄZANY Z KTÓRYMKOLWIEK Z ISTNIEJĄCYCH UGRUPOWAŃ POLITYCZNYCH
Bóg w centrum burzy
Kiedy dzieją się rzeczy niezwykłe, rodzą się w ludzkich głowach również niezwykłe pytania. Wielkie nieszczęścia, kataklizmy prowokują ludzi słabej wiary do pytania - wyrzutu skierowanego do Boga czy też do jakiejś instancji odpowiedzialnej za prawidłowe "zachowanie się Boga" w świecie uważanym przez człowieka za swoją nienaruszalną własność.

W komentarzach internetowych można było natrafić na takie nerwowe pytania typu: "Gdzie jest Pan Bóg?" albo: "Nie ma Boga!" - i to z wykrzyknikiem oznaczającym oburzenie skierowane do tych, którzy są odpowiedzialni za Jego istnienie. Bo jeżeli jest, to dlaczego... itd.? A jeżeli Go nie ma?... Wtedy ich autorzy nie widzą potrzeby żadnego rozwiązania rodzącego się problemu. Nie potrzebują takiego rozwiązania: mają w internecie tyle atrakcji sensacyjnych, erotycznych, pornograficznych, polityczno-seksualnych, sportowo-rozrywkowych, że wszelkie poważne problemy przestają mieć swój życiowy ciężar.

"Dziwny jest ten świat"
Już dawno św. Augustyn zauważył, że ludzie zaczynają się poważnie zastanawiać, kiedy uderzają ich rzadkie zjawiska. Nie są one bardziej zdumiewające niż te, które dzieją się codziennie, i wcale nie są bogatsze w ukryty w nich sens, ale są rzadkie i dlatego niezwykłe, bo niezwyczajne. Od początku istnienia ziemi woda krąży, faluje, unosi przedmioty lżejsze, a zatapia cięższe. Od początku woda żywi miliony stworzeń, z których wiele karmi się wodnym drobiazgiem. Od początku człowiek korzystał ze skarbów morza i poruszał się po jego powierzchni przy pomocy wytworzonych przez siebie łodzi. Od początku wiatr współpracował z wodą, tworząc różnego rodzaju fale, pomagał także żeglarzom, napędzając ich żagle. Wiadomo było również, że ziemia nie jest do końca tworem nieruchomym i martwym, pozbawionym własnego, wewnętrznego ruchu, który jest źródłem ukrytych przed ludzkim okiem procesów.
Człowiek religijny, którym mógł być tylko człowiek myślący, odkrywał we wszystkich szczegółach ziemi, wody, świata roślin i zwierząt, klimatu i zmian pór roku zdumiewającą mądrość Stwórcy i Jego wzruszającą Miłość, która sprawiła, że krucha ziemia stała się środowiskiem życia. Wspaniale ukazują nam tę prawdę Psalmy i różne poezje biblijne. Nawet nasi współcześni poeci twierdzą, że zapach choinki bożonarodzeniowej może kogoś natchnąć myślą religijną. Cichy, tajemniczy szum fal, blask słońca odbijający się w wodzie oceanu tysiącem odcieni barw, widok łodzi rybackiej ciągnącej do brzegu barkę napełnioną połowem wzbudzają uczucia niekłamanej wdzięczności wobec Stwórcy, który chciał, by ziemia była domem życia, ogrodem miłości i rajem rodziny ludzkiej. Ktoś, kto umie patrzeć wzrokiem niezamąconym przez zło i kłamstwo, dostrzeże wszędzie odblask Bożej obecności, niosącej pokój i ufność: przecież to wszystko jest darem dobrego Ojca.

Bóg: Jest - Który - Jest
Gdy ktoś w zadumie serca zadaje sobie pytanie: "gdzie tu jest Bóg?" - odpowiedź narzuca się sama: On jest tutaj, wszędzie, na każdym miejscu. Jest w każdym ziarnku piasku, w najmniejszej odrobinie wody, w łagodnym powiewie morskiej bryzy, w czujnym locie miękko lądującej mewy. Czyż mogłoby cokolwiek istnieć, gdyby On nie chciał? - tak uczy nas Pismo Święte. On przecież "podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi" (Hebr 1, 3). Czyż Psalmy nie mówią, że "Bóg gromadzi wody morskie jak w worze" (Ps 33, 7), czy nie ogłasza chwały Bożej w przyrodzie: "Niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieło rąk Jego nieboskłon obwieszcza" (Ps 19, 1)? Na tej podstawie wzywa człowieka, by włączył się w hymn uwielbienia dla Boga: "Chwalę Cię, Panie, całym sercem - opowiadam wszystkie cudowne Twe dzieła" (Ps 9, 1). Dlatego człowiek odpowiada: "Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym syn człowieczy, że się nim zajmujesz" (Ps 8, 4-5).
Najwyższą formą mądrości jest umieć odczytać obecność Boga w Jego dziele, Jego Myśl i Miłość, do której powołany jest człowiek. Ale też Pismo Święte ostrzega: "Myślcie o Panu właściwie i szukajcie Go w prostocie serca. Daje się bowiem znaleźć tym, którzy Go nie wystawiają na próbę, objawia się takim, którym nie brak wiary w Niego. Bo przewrotne myśli oddzielają od Boga (...). Mądrość nie wejdzie w duszę przewrotną, nie zamieszka w ciele zaprzedanym grzechowi" (Mdr 1, 1-4).

Zgubił się człowiek
[...] Świat jako taki nadal jest posłuszny Bogu i spełnia Jego wolę. Ale odkąd człowiek przestał być posłuszny Bogu, świat nie jest już doskonale posłuszny człowiekowi. On przestał ufać Bogu; ale okazało się niemożliwe, by zaufał światu: dla człowieka, który przestał być Boży (przestał być tym, kim Bóg chciał go mieć od początku), świat stał się miejscem umierania. Życie można posiadać tylko we wspólnocie z Bogiem (zob. 1 J 5, 11), w Jezusie Chrystusie. Grzech, czyli odrzucenie Boga, jest przestępstwem, które stawia człowieka poza prawem do życia. Owocem grzechu jest śmierć. Pan Bóg nie zsyła śmierci. Ona wynika ze zburzenia ładu wewnątrz stworzonego bytu. Pan Bóg pozwala, by przyczyny ukryte w tajemniczej strukturze świata okazywały się - w sposób zwyczajny lub nadzwyczajny - czynnikami odsłaniającymi prawdę o śmierci. Jak słusznie zauważył pewien autor brytyjski, taki jest świat, że te same siły, które pomagają życiu, mogą przynieść śmierć. Śmierć ma związek z grzechem, ale nie zawsze konkretny przypadek nagłej śmierci może być interpretowany jako kara za grzechy. Przed takim uogólnieniem ostrzegał Pan Jezus, kiedy donoszono Mu o pewnych wypadkach, w których ginęli niewinni ludzie: "Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie" (Łk 13, 2-3). Nie orzekł więc, że byli większymi grzesznikami, ale też nie powiedział, że nie byli grzesznikami. Czy mam sięgać do biblijnego potopu lub zniszczenia Sodomy i Gomory, by wykazać, że Bóg niekiedy karze za grzechy, odbierając życie za pomocą sił przyrody, która Jemu służy? Czy nie zapowiedział zniszczenia Jerozolimy za to, że to miasto nie uwierzyło w Niego? Czy ta historia się skończyła? Nie. Nadal powtarza się ohyda grzechu, którego istotą jest odrzucenie Chrystusa jako daru nieskończonej Miłości Ojca. Nadal woda, ogień, trzęsienie ziemi mogą być znakiem, że Bóg chce oczyścić ziemię, to jest ludzkie sumienia, z zastygłej skorupy grzechu, aby świat nawrócił się i nie zginął. Czy II wojna światowa nie była karą za grzechy? Mówią o tym współcześni mistycy, do których Kościół ma zaufanie (na przykład św. s. Faustyna). Pamiętam, z jakim przejęciem czytałem kiedyś historię opisaną w "Rycerzu Niepokalanej". W roku 1908 w Messynie przed Bożym Narodzeniem jakiś bluźnierca napisał i opublikował wiersz, w którym naśmiewał się z Dzieciątka Jezus, kończąc każdą strofę wyzywającym refrenem: "Dzieciątko Boże, ześlij na ziemię trzęsienie". I trzęsienie przyszło i zamieniło Messynę w stos gruzów, tak że nawet nie można było rozpoznać, którędy przebiegały główne ulice. Według różnych oszacowań zginęło wtedy 60-100 tysięcy ludzi. Bóg Ojciec upomniał się o chwałę swego Syna.
A czy fakt, że klęska w południowo-wschodniej Azji przypadła w uroczystość Świętej Rodziny, niczego nam nie mówi? Czy dzisiejsza antycywilizacja nie depcze przede wszystkim świętości rodziny, a więc tego orędzia, jakie Bóg objawił w przyjściu swego Syna w sercu Świętej Rodziny? Czy oprócz Ewangelii pracy i godności osoby ludzkiej nie jest najbardziej sprofanowana właśnie Ewangelia rodziny? Czy nie wiadomo nam, że w rejony południowo-wschodniej Azji kierują się całe tłumy tzw. seksualnych turystów żerujących na urodzie i bezbronności tamtejszej młodzieży? W ubiegłym roku pewne czasopismo misyjne opublikowało fakt, że z samych Niemiec w ciągu roku wędruje w tamte rejony około 100 tysięcy "turystów". Czy nie należy się obawiać, że jakieś "tsunami" uderzy także w Europę?

Bóg zawsze bliski
Ale czy zapomnieliśmy o pytaniu, "gdzie tu był Pan Bóg?". Jak informował korespondent pisma "The Guardian" (z 3 stycznia br.), myśliciele katoliccy nie mieli wątpliwości, że Bóg był w "centrum burzy", był w sercach ludzkich otwierających się na ostateczne spotkanie z Nim. Czyż nie jest On tym, który "chodził po wodzie" (Mk 6, 48), Tym, który uciszył burzę i o którym powiedziano: "Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?" (Mt 8, 27). Czy nie jest to Ten, który przyznał, że wielokrotnie pragnął zgromadzić dzieci Izraela, jak ptak gromadzi swoje pisklęta (Mt 23, 37), czy nie był właśnie tam, gdzie szalał żywioł, aby te biedne pisklęta ludzkie przygarnąć do Serca i w ramionach zanieść na łono Ojca? On jest tym Jedynym, który ma władzę nad śmiercią i zdolny jest wyrwać istnienie ludzkie z tyranii śmierci i wprowadzić na drogę życia. On jest Jedynym, który wyzwala serca ludzkie z ostatecznej trwogi i otwiera przed nimi bramy Życia: tego Życia, które jest w Nim i które się nie kończy. Bóg jest także obecny w sercach tych, którzy łączą się solidarnie, by nieść pomoc poszkodowanym, osieroconym, zagubionym, pozbawionym wszystkiego, co do nich należało na tej ziemi. O tej solidarnej akcji świadczą zgodnie światowe media.

Posiew złego
Ale to jest jedna strona medalu: jak w każdym dramacie oprócz przykładów ofiarnej pomocy wypełzają z czeluści ziemi - żeby nie powiedzieć z głębi piekieł - hieny i szakale o ludzkiej twarzy, szukające żeru i zysku czerpanego z ludzkiej tragedii. Tak podaje "The Washington Post" (z 5 stycznia): "Złodzieje, rabusie, porywacze i pseudoartyści polują na ofiary, które przeżyły tsunami, na rodziny chroniące się w obozach uchodźców, hotele i domy europejskich turystów". Z wielu stron podnoszą się ostrzeżenia, zwłaszcza przed porywaczami osieroconych dzieci i tymi, którzy plądrują domy turystów uznanych za zaginionych. Pewna organizacja kobiet w Sri Lance donosi: "Otrzymałyśmy meldunki o przypadkach porwań, o tworzeniu się gangów porywaczy, o molestowaniu i fizycznym wykorzystaniu kobiet i dzieci w trakcie niekontrolowanych operacji ratunkowych lub wobec osób już przebywających w schroniskach". Organizacja pod nazwą "Ratujmy dzieci" (Save the Children) ostrzegła, że osierocone dzieci, młodzi chłopcy i dziewczęta są niezwykle narażeni na seksualne wykorzystanie. Stwierdzono wiele wypadków handlu dziećmi pod pretekstem pośrednictwa adopcyjnego. Czasem sami rodzice, straciwszy swoje dzieci, porywali cudze, aby wypełnić powstałą pustkę duchową. Pojawiają się oszuści e-mailowi oferujący pośrednictwo w zbiórce pomocy finansowej rzekomo na cele pomocy dla ofiar. Radio Watykańskie ostrożnie wspomniało o podobnych nadużyciach.
Nie czas jeszcze na podsumowanie skutków katastrofy. Może się niebawem okazać, że zło moralne wyrządzone niewinnym jest bardziej tragiczne niż to, jakie przyniósł rozpętany żywioł. Bo żywioł może spowodować tylko zło fizyczne, a człowiek bez sumienia może wyrządzić krzywdę stokroć gorszą: może poniżyć godność i zniszczyć zdolność przeżywania w sobie wartości człowieczeństwa, wartości bycia podmiotem wolności i miłości. Ci, którzy posuwają się do wykorzystania seksualnego bezbronnych ofiar kataklizmu, zasługują w pełni na to, by ich - z kamieniem młyńskim u szyi - pogrążyć w głębinach morza (por. Mk 9, 42). W stosunku do takich przestępców powinna istnieć kara śmierci, i to z natychmiastowym wykonaniem. Niech sobie humaniści i idealiści mówią, co chcą: ludzkość nie obroni swej kulturowej tożsamości, jeśli nie usunie spośród siebie tych, którzy depczą i profanują świętość symbolu ciała i płci, dokładniej - świętość małżeństwa, które od początku było (jak uczy Ojciec Święty) znakiem tej miłości, w której sam Bóg przychodzi do świata jako jego życie. Albo ludzkość ochroni świętość i nietykalność małżeństwa i rodziny, albo przestanie być sobą i stanie się bezdusznym stadem "pędzonym ku przepaści" (por. Mk 5, 13).
Odpowiedzialność za zniszczenie kultury życia i miłości ciąży nie tylko na tych jednostkach, które bezpośrednio dopuszczają się fizycznych nadużyć i gwałtów na bezbronnych dzieciach, ale także - a może w wyższym stopniu - na tych, którzy narzucają narodom prawa bezbożne i tym samym niszczą moralne podstawy ludzkiego współżycia. Są to ludzie zajmujący wysokie stanowiska państwowe lub społeczne, ozdobieni tytułami naukowymi, którzy z uporem głoszą poprzez wszystkie media poddane państwowej (=partyjnej) kontroli, że człowiek to tylko organizm podległy prawom biologii i aktywność płciowa podlega tylko zasadom higieny. Nie rozumieją, dlaczego człowiek został stworzony jako mężczyzna i kobieta, oraz ośmielają się propagować w społeczeństwie rzeczy przeciwne temu, co Bóg od początku zapisał w sercu człowieka, a co ostatecznie objawił przez swego Syna. Przy okazji warto zauważyć, że dziwne rozdwojenie panuje w niektórych umysłach oddających się nauce, i to na samym "świeczniku" społeczeństwa. 8 stycznia 2004 roku Kolegium Rektorów Wrocławia i Opola wręczyło Ojcu Świętemu "złoty laur" z okazji pewnej chlubnej rocznicy. Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego powiedział wtedy: "Dziś stajemy przed Tobą, aby w imieniu całej społeczności akademickiej Wrocławia i Opola wyrazić wdzięczność za użyczenie swego autorytetu dla poszukiwań i poszanowania prawdy, podziękować za papieskie nauczanie, będące inspiracją dla formowania postaw młodzieży akademickiej (...).
Dla zaczerpnięcia nadziei prosimy o apostolskie błogosławieństwo dla środowiska akademickiego Dolnego Śląska i całej Polski" (Oss.Rom. 2, 2004, s. 55-56). Piękne to było spotkanie; lecz w batalii rozpętanej przez lewicę przeciwko rodzinie i małżeństwu (a sprawy małżeństwa i rodziny to przecież główna część nauczania papieskiego) były rektor Uniwersytetu Opolskiego opowiedział się w Senacie RP za równouprawnieniem związków homoseksualnych z małżeństwem. Czy pan rektor niczego nie zrozumiał z nauczania Jana Pawła II, czy też piękne słowa wypowiedziane 8 stycznia były tylko pustą formułą? Trudno na to w tej chwili odpowiedzieć. Jakiego kierunku wychowania młodzieży akademickiej możemy oczekiwać od osoby kierującej się takimi inspiracjami? Wstyd pomyśleć...
Jest obecnie w świecie wiele zorganizowanej agresji przeciw chrześcijaństwu, a zwłaszcza przeciw Kościołowi katolickiemu, tak że publicyści zastanawiają się, czy Kościół nie jest "oblężoną twierdzą" (por. artykuł redakcyjny w "La Civilta Cattolica" z 23 grudnia 2004). Refleksja zawarta w tym artykule zmierza w tym kierunku, by katolicy nie poddali się psychozie oblężenia, w którą chcieliby wepchnąć Kościół bojownicy "antykatolickiego laicyzmu". Redakcja zdaje sobie sprawę z możliwości takiego - niezamierzonego - efektu, polegającego na tym, że katolicy będą starali się "ostrożniej" ujawniać swoją oryginalność religijno-kulturową, co byłoby już kapitulacją. W tym kontekście warto przypomnieć, że Jan Paweł II systematycznie wzywa chrześcijan do odważnego dawania świadectwa wierze, bo świat i Kościół tego potrzebują. Przemawiając 21 grudnia 2004 r. do pracowników Kurii Rzymskiej, Ojciec Święty powiedział: "Od Syna Bożego, który stał się człowiekiem i Światłością narodów, Kościół otrzymał misję, aby być 'znakiem i narzędziem wewnętrznej komunii z Bogiem oraz jedności całego rodzaju ludzkiego' (KK 1)". Podkreślił przy tym, że jest to pierwszorzędne zadanie Kościoła (Zenit 21 grudnia 2004). Kościół zatem nie może przestać być "znakiem", jak Chrystus nie może przestać być Słowem Wcielonym, przez które Bóg się objawił. Każdy chrześcijanin jest powołany do tego, by ukazać światu treść tej nadziei, której źródłem są wiara i miłość w Duchu Świętym. Nie dajmy się zredukować do "jednej z wielu religii" ani do jakiegoś mdłego humanizmu, który - bez Chrystusa - nie jest zdolny zrozumieć prawdy człowieczeństwa.

ks. prof. Jerzy Bajda

Nasz Dziennik, Poniedziałek, 10 stycznia 2005, Nr 7 (2112)
Całość dostępna w Internecie na stronie:
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20050110&typ=my&id=my11.txt

poloniachristiana
Lepanto
Ukazał się 29. jubileuszowy numer "Rycerza Lepanto"
Czytelnicy znajdą w nim m. in. artykuły:
  • Szkoła Rycerska przy Instytucie im. Ks. Piotra Skargi
  • Z życia sekcji
  • Śp. Rafał Serafin - tak go zapamiętałem
  • Siedzący Byk katolikiem
  • Pistolety maszynowe Mors i MKPS
Numer 96,
wrzesień/październik 2017 r.
  • Przestroga dla świata i kościoła