PIOTRSKARGA.PL

 

Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail

 
NASZ RUCH NIE JEST PARTIĄ POLITYCZNĄ, ANI TEŻ NIE JEST POWIĄZANY Z KTÓRYMKOLWIEK Z ISTNIEJĄCYCH UGRUPOWAŃ POLITYCZNYCH
 
       

Akcja amerykańskiego TFP
"Dlaczego trzeba przeciwstawić się służbie homoseksualistów w armii?"

Amerykańskie Stowarzyszenie Obrony Tradycji, Rodziny i Własności, zaniepokojone zapowiedziami prezydenta Baracka Obamy, dążącego do zniesienia zakazu służby homoseksualistów w armii, wydało specjalne oświadczenie, w którym broni wprowadzonej w 1993 r. polityki "Don't ask, don't tell".

W oświadczeniu zatytułowanym: "Dlaczego musimy przeciwstawić się homoseksualnemu programowi w armii" czytamy m.in., że 27 stycznia bieżącego roku prezydent Obama w swoim noworocznym orędziu zapowiedział po raz kolejny, że będzie współpracował z Kongresem w celu obalenia prawa zakazującego służby wojskowej homoseksualistom.

TFP podkreśla, że aby w pełni zrozumieć doniosłość tej zapowiedzi, trzeba przyjrzeć się działaniom aktywistów homoseksualnych, którzy od dziesięcioleci próbują wykorzenić fundamenty moralności, której ostoją jest m.in. armia amerykańska.

Aktywista ruchu homoseksualnego Paul Varnell pisał na łamach "Chicago Free Press": "Ruch gejowski nie jest ruchem praw obywatelskich, lecz rewolucją moralną zmierzającą do zmiany poglądu ludzi na temat homoseksualizmu". I rzeczywiście tak jest. W walce o zniesienie zakazu służby wojskowej dla homoseksualistów chodzi o to - jak zauważa Thomas Stoddard, były dyrektor wykonawczy Lambda Legal - aby "każda lesbijka i każdy gej amerykański mieli swoje miejsce w społeczeństwie".

Walcząca o prawa pederastów i lesbijek organizacja Human Rights Campaign zamierza wydać 2 mln dol. na kampanię, zachęcającą polityków do zagłosowania na rzecz obalenia obecnego prawa. Pederaści doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak ważnym dla Amerykanów symbolem jest armia. Słusznie zauważył Wiliam Kristol, nazywając ją "jedną z głównych instytucji amerykańskich, która podtrzymuje wiarę obywateli".

Zdaniem TFP jest co najmniej kilka powodów, dla których należy przeciwstawić się wstępowaniu homoseksualistów do armii. Zwolennicy obalenia polityki "Don't ask, don't tell" mówią, że obecne prawo jest skrajnie dyskryminacyjne. Członkowie TFP zauważają, że armia ze względu na swój zasadniczy cel, którym jest walka, jest z natury organizacją dyskryminacyjną. Rekrutując żołnierzy bierze pod uwagę m.in. wiek, wzrost, budowę fizyczną ciała i wiele innych czynników. Naturalnie tego typu formy dyskryminacji nie są do przyjęcia w społeczeństwie cywilnym. Również w wojsku np. cudzołóstwo jest karane, a w społeczeństwie cywilnym nie.

Innym argumentem zwolenników służby homoseksualistów w armii jest twierdzenie, jakoby ich obecność miała wpływać na spójność jednostki, jak to ma niby miejsce w Kanadzie i w Wielkiej Brytanii. TFP podkreśla jednak, że nie można porównywać tych krajów do USA. Mają mniej zobowiązań a ich społeczeństwa są bardziej liberalne, jeśli chodzi o stosunek wobec homoseksualizmu.

W armii amerykańskiej, jak pisze pułkownik David Bedey jest inaczej: "Jest niezaprzeczalnym faktem... że społeczności wojskowe są bastionem tradycyjnych wartości". Tym, co jednoczy wszystkich członków - jak zauważa William Darryl Henderson, szef Instytutu Badań nad Wojskowością - są: "wspólne postawy, wartości i przekonania panujące wśród członków jednostki... Niektórzy obserwatorzy twierdzą, że podobieństwo postaw przyczynia się do spójności jednostki bardziej niż jakikolwiek inny czynnik".

Zezwalając homoseksualistom na służbę w armii, rozbije się jej spójność i osłabi ducha walki. Bohater wojny w Wietnamie płk John Ripley w specjalnym przesłuchaniu przed komisją sił zbrojnych w kongresie, które odbyło się 4 maja 1993 r. zeznał, że "dowódca sił zbrojnych, szefowie jednostek, którzy starają się podporządkować podwładnych, nie mogą zyskać zaufania i posłuchu kogokolwiek, jeśli wyczuwalne są ich uczucia seksualne. I nie ma znaczenia to, czy osoba taka powstrzymuje swoje skłonności. To sprawia, że zaufanie jest praktycznie niemożliwe". Nawet zdrowy rozsądek to podpowiada.

Można sobie wyobrazić napięcie żołnierzy związane z walką, do którego dołącza się napięcie seksualne. Tworzy się mieszankę wybuchową. Doskonale zdają sobie z tego sprawę dwie największe organizacje kombatanckie: "Veterans of Foreign Wars" oraz "American Legion", skupiające ponad 4 mln członków, które wspólnie wystąpiły z inicjatywą przeciw zniesieniu obecnego zakazu służby homoseksualistów w armii.

Ponadto należy dodać do tego zagrożenia związane z zarażeniem różnymi chorobami przenoszonymi przez osoby homoseksualne. Płk Ronald Rey zauważył, że chociaż homoseksualiści stanowią 2 proc. społeczeństwa amerykańskiego, to jak pokazują najnowsze badania, są w 80 proc. nosicielami najgroźniejszych chorób przenoszonych droga płciową.

Generał Norman Schwarzkopf zaobserwował: "Z moich obserwacji poczynionych podczas służby wojskowej wynika, że wprowadzenie otwartych homoseksualistów do małych jednostek natychmiast te jednostki polaryzowało i niszczyło jedność żołnierzy, która jest tak bardzo potrzebna dla przetrwania w czasie wojny".

Obecne prawo pozwala na wykluczanie z jednostki wszystkich tych, którzy swoją obecnością mogą stanowić zagrożenie dla standardów moralnych armii, dyscypliny, spójności i gotowości bojowej. Na tej podstawie w latach 1993-2004 usunięto ponad 9500 homoseksualistów. Oponenci takiej polityki uważają, że to nierozsądne pozbywać się przeszkolonego personelu. Tymczasem wg wszelkich sondaży przeprowadzanych wśród wojskowych wynika, że nie przedłużą oni służby wojskowej, jeśli homoseksualiści będą służyć w armii. Szacuje się, że armia amerykańska mogłaby stracić z tego powodu od 228 tys. do ponad 520 tys. wojskowych, co w sytuacji narastających zobowiązań międzynarodowych z pewnością nie byłoby korzystne dla USA.

Jednak najwięcej do myślenia powinien dać kongresmenom, zdaniem członków TFP, list podpisany w ub. roku przez ponad 1000 oficerów, pełniących kiedyś najbardziej eksponowane stanowiska w armii, którzy nauczeni wieloletnim doświadczeniem opowiedzieli się za zachowaniem obecnego zakazu.

Członkowie amerykańskiego TFP zwracają uwagę także na potrzebę zachowania niesplamionego honoru. Żołnierze często narażeni na utratę życia, by skutecznie zmagać się z wrogiem, muszą mieć jasny system wartości, w którym zło nazywane jest po imieniu. W wojsku nie ma miejsca na relatywizm. Żołnierz, który poświęca swoje życie walczy w obronie pewnych wartości. Homoseksualista z kolei uosabia anty-wartości. Narusza prawo naturalne, zaciera różnicę pomiędzy cnotą a występkiem, dobrem a złem. Obecność pederastów w armii przyczyni się jedynie do obniżenia morale żołnierzy.

Pułkownik Ripley, kończąc zeznania przed komisją sił zbrojnych w 1993 r. prosił: "Błagam jako obywatel amerykański i żołnierz piechoty morskiej, który walczył za swój kraj i który kocha swój kraj, oraz swój korpus bardziej niż własne życie, nie prowadźcie nas do tej zasadzki, z której nigdy się nie wydostaniemy".

Źródło: TFP.org, piotrskarga.pl, AS


Zobacz także:

 
poloniachristiana
Lepanto
 
 
Ukazał się 29. jubileuszowy numer "Rycerza Lepanto"
Czytelnicy znajdą w nim m. in. artykuły:
  • Szkoła Rycerska przy Instytucie im. Ks. Piotra Skargi
  • Z życia sekcji
  • Śp. Rafał Serafin - tak go zapamiętałem
  • Siedzący Byk katolikiem
  • Pistolety maszynowe Mors i MKPS
Numer 95,
lipiec/sierpień 2017 r.
  • Kongres Apostołów Fatimy