PIOTRSKARGA.PL

 

Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail

 
NASZ RUCH NIE JEST PARTIĄ POLITYCZNĄ, ANI TEŻ NIE JEST POWIĄZANY Z KTÓRYMKOLWIEK Z ISTNIEJĄCYCH UGRUPOWAŃ POLITYCZNYCH
 
       

Kryzys może spowodować nową rewolucję

(fragmenty artykułu Nadchodzi Lepper w wersji 2.0)

Rozmowa z Erykiem Mistewiczem, konsultantem politycznym

Twierdzi pan, że kryzys będzie dla polskiej polityki nieuchronnym katalizatorem i w jego wyniku na scenę wejdzie siła trzymająca się do tej pory z dala od polityki: wielkomiejski, młody, świetnie wykształcony elektorat. Polityczna samoorganizacja pokolenia profesjonalistów ma, według pana, dokonać się dzięki internetowi. Czy to znaczy, że nowy Andrzej Lepper, czyli człowiek uosabiający bunt przeciwko klasie politycznej, narodzi się w sieci?

Andrzej Lepper zdradził ludzi. Zdradził, gdy przesiadł się do BMW i zasmakował w luksusach, kobietach, drogich garniturach. To nie on wywoła rewolucję. Radykalnej zmiany w polskiej polityce mogą dziś najszybciej dokonać ci, których kryzys dotknie najbardziej: młodzi ludzie, których świat nagle zaczyna się walić. To przede wszystkim inwestujący w swój rozwój profesjonaliści zajmujący niższe i średnie szczeble w korporacyjnej hierarchii. Kryzys - relatywnie - dotknie ich najsilniej. Nie mają dokąd uciec, bo kryzys dotyka wszystkie kontynenty. Internet jest ich naturalnym środowiskiem i z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że to tam wybuchnie bunt przeciwko klasie politycznej jako takiej. Ten bunt nie będzie miał jednego lidera, bo siłą modelu samoorganizującej się społeczności jest struktura sieciowa. Każdy jest prezesem i każdy jest wykonawcą. Każdy jest ideologiem i każdy aktywistą. Więc jeśli ten bunt będzie miał swojego Leppera, to nie zdziwię się, jeśli będzie to Lepper w wersji 2.0. Zmultiplikowany, trudno namierzalny, trudny do okiełznania, "ucywilizowania" przez establishment. Trudny do opanowania, bo może odrodzić się w każdym miejscu.

Dopiero zaczęliśmy rozmowę, a już zaczęliśmy kreślić scenariusz książki science-fiction. Wróćmy na ziemię i do Polski. Przecież nic nie wskazuje na to, że jakikolwiek bunt ma wybuchnąć.

Prawdziwy kryzys dopiero do nas dociera. Na razie trochę oszczędzamy, dłużej zastanawiamy się nad niektórymi zakupami, choćby zmianą komórki na nowszy model. Pracy nie tracą jeszcze masowo ci, którzy uwierzyli, że im w życiu może być już tylko lepiej. Wzięli kredyty, planowali lepszą przyszłość. Mają największe aspiracje i dlatego zetknięcie z rzeczywistością kryzysu będzie dla nich najbardziej bolesne. Nauczyciel zarabiający 2 tys. zł, który w wyniku kryzysu nie będzie mógł dawać tylu korepetycji co do tej pory, straci kilkaset złotych. A jeżeli młody profesjonalista zarabia kilka czy kilkanaście tysięcy, ale połowę jego pensji pochłaniają kredyty, to ograniczenie pensji lub utrata pracy postawi go w sytuacji, z którą sobie nie poradzi. Prowadzone w całej Europie badania FreeThinking pokazują, że w kryzysie pomaga się bankom, stara się pomagać najbiedniejszym, ale zapomina się o klasie średniej. I to zapomina niebezpiecznie. W Polsce dzięki tej właśnie grupie Platforma Obywatelska wygrała w 2007 r. wybory. Miała prawo wierzyć, że będzie hołubiona.

[…]

W tej chwili robi pan z korporacyjnych specjalistów ludzi kompletnie nie rozumiejących mechanizmów władzy.

Bo zdecydowanej większości młodych, wykształconych osób polityka kompletnie nie interesuje. To dla nich groteskowy świat, którego nawet nie chcą zrozumieć. Kolejne kłótnie o kompletnie nieistotne sprawy traktują najwyżej jako rozrywkę. Ot, jakiś śmieszny facet rzuci mocnym słowem albo świńskim ryjem i jest "zajefajnie". Albo raczej było. Bo teraz, w trudnych dla nich czasach, od decyzji tych śmiesznych facetów zależy ich byt. Od polityków oczekują profesjonalizmu, a widzą serię nieudolnych działań. Ot , choćby państwo polskie "zapomina" przyjąć dyrektywę unijną w sprawie opcji. Ot, choćby Kazimierz Marcinkiewicz, były premier chwali się pracą dla instytucji finansowej, banku Goldman Sachs, który zachwiał złotówką, i nic absolutnie nic go za to nie spotyka. Dociera więc do nich, że państwo i jego instytucje są słabe i nieudolne, nie zabezpieczają podstawowych interesów obywateli. W polskich politykach widzą zagrożenie dla swojego osobistego rozwoju i pomyślności. Oczekują dobrej jakości w zarządzaniu sferą publiczną i nie otrzymują jej. Co ważne: często są świetnie wyszkoleni w technikach manipulacji, znają metody zarządzania kryzysem. Im nikt nie wciśnie kitu. Nadejść więc może czas, że - jeśli nie nastąpi zmiana w sposobie uprawiania polityki - podziękują całej klasie politycznej. 

[…]

Podjęcie próby radykalnej zmiany istniejącego porządku politycznego wymaga posługiwania się kategoriami ogólnymi, formułowania wspólnych celów, organizowania się. Skupieni na własnej karierze indywidualiści są do tego zdolni?

Proszę zobaczyć, jak pączkują struktury społecznościowe w Internecie, skupiające najbardziej aktywnych ludzi. W cyberprzestrzeni, na profesjonalnych forach, specjaliści tworzą niesamowitą bazę doświadczeń i informacji, która z czasem może zacząć artykułować wyraziste postulaty. Nie zdziwię się więc, że już teraz sieć staje się obszarem uważnie monitorowanym przez instytucje państwa. Gdy zajdzie taka potrzeba, będzie to zapewne także monitoring czynny, polegający na wpływaniu na dyskusję i gaszenia w zarodku potencjalnie groźnych inicjatyw, sprowadzania ich na manowce. Ale tylko na chwilę. Państwo, nawet tak potężne jak Chiny, nie jest w stanie w pełni zapanować nad siecią. Reporterzy bez Granic i Amnesty International w swoich raportach poświęcają temu tematowi coraz więcej miejsca. W Egipcie zatrzymywania i przesłuchiwania Internautów są dziś na porządku dziennym, i niewiele wnoszą, jak pokazał świetny artykuł kilka dni temu w "Le Monde". Wideo z pałowanym bloggerem Imadem El-Kebirem na komisariacie tylko zwiększyło poziom napięcia, skomentowane: "Jesteśmy ruchem frustracji, bez szefa i bez struktury, stąd nasza siła".

Internet jest świetnym kanałem komunikacji, ale komunikujący się ludzie nie tworzą jeszcze wspólnoty. Nic ich nie łączy.

Łączy ich otwartość na świat i duży poziom świadomości. Niezależnie czy mówimy o Salonie24, portalu Krytyki Politycznej, Niepoprawnych.pl, ale i portali profesjonalnych, tam gdzie jeszcze niedawno wchodzili tylko po to, aby zostawić dla headhunterów swoje dopieszczone CV jak GoldenLine, czy portali społecznościowych LinkedIn, Profeo, Xing, Viadeo... Bunt internetowy będzie miał o wiele wyższy wymiar jakościowy niż protesty innych grup. Bunt "Samoobrony" kończył się na wylaniu gnojówki przed Kancelarią Premiera, a potem wylaniu perfum na siebie i wejściu w zwalczany poprzednio świat establishmentu. Bunt internetowy kończy się demolką, ale to środowisko, w odróżnieniu od "Samoobrony", jest w stanie po tej demolce zaproponować nowy porządek.

Demolką?

Popatrzmy na Islandię czy Łotwę. Ostatnio analizowaliśmy to w grupie konsultantów politycznych z kilku krajów. Schemat wydarzeń był ten sam: najpierw omijająca elity komunikacja w cyberprzestrzeni, artykulacja postulatów i przejście do realu - wylanie się protestu na ulicę i zmiana. Hasło "zmiana" nie należy już, jak jeszcze kilka miesięcy temu, wyłącznie do mainstreamu, do polityków. Jeśli politycy prześpią ten moment, gdy tracą prawo do posługiwania się słowem "zmiana", tracą panowanie nad sytuacją.

[…]

źródło: www.onet.pl

Zobacz także:

 
poloniachristiana
Lepanto
 
 
Ukazał się 29. jubileuszowy numer "Rycerza Lepanto"
Czytelnicy znajdą w nim m. in. artykuły:
  • Szkoła Rycerska przy Instytucie im. Ks. Piotra Skargi
  • Z życia sekcji
  • Śp. Rafał Serafin - tak go zapamiętałem
  • Siedzący Byk katolikiem
  • Pistolety maszynowe Mors i MKPS
Numer 95,
lipiec/sierpień 2017 r.
  • Kongres Apostołów Fatimy