PIOTRSKARGA.PL

 

Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail

 
NASZ RUCH NIE JEST PARTIĄ POLITYCZNĄ, ANI TEŻ NIE JEST POWIĄZANY Z KTÓRYMKOLWIEK Z ISTNIEJĄCYCH UGRUPOWAŃ POLITYCZNYCH
 
       

Z czego się śmiejesz?

"Włatcy móch" - pomiędzy propagandą nihilizmu a gorszeniem maluczkich

[…]

Rechot Belzebuba, czyli zwycięstwo odczłowieczonego nihilizmu

Tytuł kreskówki nawiązuje do tytułu powieści "Władca much" angielskiego pisarza Williama Goldinga, zaś ten wybitny i głęboki analityk problematyki zła - co czyni w poważny i wnikliwy sposób - odwołuje się niewątpliwie do jednego z podstawowych imion szatana w Biblii, czyli Belzebuba. Na ten istotny fakt rzadko zwraca się uwagę w komentarzach na temat omawianej kreskówki, co należy traktować jako wyraz ignorancji lub świadomego przemilczania sprawy.

Ciekawy jest w tym kontekście fakt, że muzykę do filmu - zresztą często nie do zniesienia, nawet z fizycznego punktu widzenia - napisał Behavior - polski zespół muzyczny tworzący muzykę będącą symbiozą rocka i hip-hopu. Sami muzycy określają swoją twórczość mianem alternatywnej, zaś jeden z ostatnich albumów zespołu posiada wymowny w tym kontekście tytuł: "Demon... stracja"

Już Dostojewski w "Braciach Karamazow" nazwał demona czy złego ducha wielkim duchem nicości, demaskując także w wielu innych powieściach nihilizm obecny w ludziach owładniętych przez biesy. Czyni to także właśnie w "Biesach", gdzie wiąże przyczynowo obydwie te rzeczywistości: nihilizm i działanie demonów. Słowo "nihilizm" pochodzi od łacińskiego "nihil", co oznacza nicość lub egzystencjalną i duchową pustkę pozbawioną wszelkich odniesień, autorytetów i wartości. Powiedz mi, z czego się śmiejesz, a powiem ci, kim jesteś. Powaga istnienia, odpowiedzialność wobec innych, radość istnienia i wdzięczność wobec Boga giną w tej pustce jak w czarnej dziurze, pochłaniane przez nihilizm i cynizm, obśmiewający profanicznie wszelkie wartości.

Wskazuje na to fakt, iż odcinki "Włatców móch" celowo zawierają wiele błędów ortograficznych - w tym sam tytuł serialu. Już w samej nazwie twórcy zasygnalizowali swój stosunek do pisowni ojczystej, można domniemywać, że chodzi o chęć wyśmiania ortografii języka polskiego. To może oznaczać lekceważenie wartości narodowych i bardziej skuteczne ich eliminowanie niż w przypadku zwykłego prześladowania. Zniekształcanie języka w sensie gramatyki to pośrednio uderzenie w patriotyzm (w serialu pojawia się m.in. parodia hymnu narodowego).

Widzimy też podobny zamach na wartości rodzinne. Rodzice nie są pokazywani z twarzy, co sugeruje ich nieobecność lub całkiem nieludzki brak znaczenia w życiu bohaterów filmu, którzy zresztą często traktują ich instrumentalnie. Proponowane są natomiast "wartości alternatywne". W filmie występują np. dwaj policjanci, którzy współpracują ze sobą (występują w odcinkach "Miś Przekliniak", "Móndial", "Motorynka" i "Myszykiszki", "Fluder", "Gigant" i "Krfawy wtorek"). Jeden policjant jest chudy, a drugi gruby, drugi ponadto jest transseksualistą. Są rodzicami tytułowego Fludera, którego poszukiwali przez dwa lata. Także inne kwestie seksualne są podejmowane w kreskówce wyzywająco i poniżane, co widać choćby w obscenicznym czy obsesyjnym stosunku głównego bohatera Czesia do własnej seksualności.

[…]

Mamy tu bezsporne - na wielu poziomach - poniżenie godności człowieka, kuszenie tym, co niskie i płaskie, utrwalanie upadku. Jest to rechot Belzebuba, który pomniejsza, a nawet niszczy człowieka, choć nie zawsze on sam to dostrzega. Czasami spotykam, z głębokim bólem i smutkiem, ten sam upadek i rechot w chrześcijańskich rodzinach czy wspólnotach, gdzie opowiada się "świńskie kawały" lub bez ogródek nadużywa mowy w obmowie, tracąc pod wpływem alkoholu panowanie nad sobą. To nie jest terapia czy estetyczne katharsis, ale droga donikąd. Droga ku nicości. Brak jest punktu odniesienia, wszystko leży w błocie. Jest to radykalne zabijanie wszelkiej wzniosłości, heroizmu, pragnienia świętości czy duchowego piękna. Film ten - poprzez formę rysunku czy nawet muzykę - od samego początku epatuje brzydotą. Wszystko tam jest wykoślawione, przerysowane. Świat jest brzydki, szpetny, odrażający. Tu nie można chwalić Boga, chyba że poprzez profaniczną parodię, co jest nagminnie nadużywane w omawianym filmie.

Włatca Móch to Belzebub, odczuwany poprzez odór śmietnika, z którego Czesio wyjada odpadki, i piekła, które stoi za takim upadkiem człowieka. Oglądanie tych filmów wiąże się dla mnie i wielu moich chrześcijańskich przyjaciół z odczuciem moralnego bólu, a nawet fizycznych mdłości. Piekło to istnienie absurdalne, gdzie nie ma żadnych głębokich ludzkich relacji, ale instrumentalne używanie drugiego. To "trwanie w istnieniu pozbawionym znaczenia i nadziei" (I. Congar). W filmie rysowane są rzeczywiście "klimaty infernalne": piekło i śmietnik, rozkład i odór śmierci, brzydota i degeneracja, nihilizm i profanacja, egoizm i konformizm, cyniczny rechot i brak szacunku do kogokolwiek i czegokolwiek (przede wszystkim do siebie samego).

Wszystkie inne negatywne skojarzenia tematyczne występujące w filmie są ze sobą powiązane. Są to:

  1. nihilizm i prymitywny seksualizm (już omawiane),
  2. wulgaryzmy oraz profaniczne i bluźniercze obśmiewanie religii, nadużycie Imion Bożych, krytyka Kościoła katolickiego i Papieża, a także Radia Maryja,
  3. okultyzm i satanizm.

[…]

źródło: Nasz Dziennik; 27.02.2009

Zobacz także:

 
poloniachristiana
Lepanto
 
 
Ukazał się 29. jubileuszowy numer "Rycerza Lepanto"
Czytelnicy znajdą w nim m. in. artykuły:
  • Szkoła Rycerska przy Instytucie im. Ks. Piotra Skargi
  • Z życia sekcji
  • Śp. Rafał Serafin - tak go zapamiętałem
  • Siedzący Byk katolikiem
  • Pistolety maszynowe Mors i MKPS
Numer 96,
wrzesień/październik 2017 r.
  • Przestroga dla świata i kościoła