PIOTRSKARGA.PL

 

Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail

 
NASZ RUCH NIE JEST PARTIĄ POLITYCZNĄ, ANI TEŻ NIE JEST POWIĄZANY Z KTÓRYMKOLWIEK Z ISTNIEJĄCYCH UGRUPOWAŃ POLITYCZNYCH
 
       

Człowiek, który uratował własne, jeszcze nie narodzone dziecko

Trzynaście lat temu państwo Podleccy przeżywali wspólnie poród swojego pierwszego dziecka. Obecność pana Piotra i jego wielkie zaangażowanie we wszystko, co dzieje się z jego żoną i dzieckiem, uratowało córkę Ilonę. Dziś państwo Podleccy są rodzicami sześciorga dzieci i - jak mówią z radością - przyjmą wszystkie, które da im Bóg.

- Bardzo chcieliśmy z żoną rodzić razem. Dla mnie to było doświadczenie duchowe, nieprawdopodobnie mocne. Doświadczenie wielkiej bliskości z moją żoną i dzieckiem. Myślę, że można by pisać dysertacje na temat tego, jaki wpływ ma wspólny poród na późniejsze relacje ojca z dzieckiem - rozpoczyna swoją opowieść Piotr Podlecki, dodając od razu, że gdyby nie był przy tym porodzie, to Ilona urodziłaby się martwa.

Serce przestało bić

W czasie porodu pani Urszula podpięta była do KTG, urządzenia, które rejestruje rytm pracy serca, skurcze i ich częstotliwość. Z głośnika słychać było bicie serca Ilony. Pan Piotr, chcąc pomóc żonie, patrzył na wykres, który mówił, że nadchodzi skurcz albo że się już kończy. Nagle jakby intuicyjnie usłyszał coś, co go mocno zaniepokoiło. Serce dziecka na ułamek sekundy jakby przestało bić. Po chwili sytuacja się powtórzyła. Swoje zaniepokojenie zgłosił położnej, a ta lekarzowi.
Chwilę później pani Urszula była na stole operacyjnym - konieczne było cesarskie cięcie.
Okazało się, że dziecko owinięte było pępowiną dokoła szyi, piersi, bioder, kolan. Kiedy przychodziły skurcze parte, dziewczynka wieszała się na własnej pępowinie.

Dłuuuugie 20 minut

Po 20 minutach pan Piotr usłyszał krzyk nowo narodzonej córki. - Jestem przekonany, że to było najdłuższe dwadzieścia minut w moim życiu. Dopiero wtedy przekonałem się po raz pierwszy, ile czasu trwa 20 minut… W tym czasie przeżywałem wszystkie niepokoje związane z pierwszym porodem, z troską o żonę i dziecko. Z niepokojem, jakie to będzie dziecko, czy będzie zdrowe - wspomina Piotr Podlecki.
Niedługo potem do młodego taty z gratulacjami przyszła położna, a po niej lekarz. - Pamiętam, jak wszedł do pokoju, w którym byłem, i powiedział: "Gratuluję. Jest pan ojcem podwójnie, bo nie tylko dał pan życie, ale jeszcze je pan uratował. Gdyby nie pana reakcja, poród odbyłby się naturalnie, ale dziecko urodziłoby się martwe lub niepełnosprawne. Poród trwałby jeszcze z dwadzieścia minut. A pan wie, że parę chwil niedotlenienia i dziecko w najlepszym wypadku urodziłoby się silnie upośledzone" - opowiada mężczyzna. I dodaje: - Lekarz wyjaśnił, co działo się z dzieckiem i uświadomił mi bardzo wyraźnie: "Może pan każdemu mówić, że pan był przy porodzie od początku do końca. Razem z żoną urodziliście dziecko".

Chrzest

Chwilę później szczęśliwy tata trzymał na rękach swoją córeczkę. Ponieważ bał się o jej życie, ochrzcił ją z wody. - To był niezapomniany moment - nie tylko dałem życie córce, ale wprowadziłem ją jeszcze w życie Boże - podkreśla mężczyzna. - Chwilę później przyszła położna i zabrała Ilonę. A ja wracałem do domu i miałem wrażenie, że autobus jedzie za wolno. Dziwiłem się, że wszyscy przechodnie nie składają mi gratulacji, że właśnie odebrałem poród. Po powrocie do domu dzwoniłem przez całą noc do rodziny i każdemu opowiadałem tę historię, jak to mojej córki mogło nie być, a jest
- dzieli się swoją radością pan Piotr.

Broni życia

Słuchając tej historii, Ilona jest bardzo wzruszona. - Bardzo się cieszę, że żyję. Dla mnie ta historia jest nieprawdopodobna. Mam świadomość, że byłam o krok od śmierci. Ta historia poruszyła mnie tak bardzo, że dziś bronię każdego życia. Cieszę się, że to robię i że mogę się przyczynić do wielkiego dzieła obrony życia. Czuję się z tym dobrze. Jakby to była po prostu część mnie.

Małżeństwo

- Jesteśmy małżeństwem od 16 lat. Ilonka była pierwsza, a teraz mamy sześcioro dzieci. To jednak nie znaczy, że będziemy mieć tylko sześcioro. Jesteśmy otwarci na przyjęcie każdego dziecka, które pojawi się w naszej rodzinie, każdego, które jest w planie Bożym dla nas. Ja uważam, że każde dziecko, które przychodzi na świat, jest wielkim darem, jest wielkim szczęściem dla rodziców i całej rodziny, i dla mnie. Nie wyobrażam sobie, żeby miało nie być któregokolwiek z moich dzieci - mówi Urszula Podlecka. - Kiedy po raz kolejny dowiadywałam się, że jestem w ciąży, to było coś niesamowitego. Nigdy w życiu nie przyszło mi do głowy, że mogłoby być inaczej, że kiedykolwiek można podjąć inną decyzję niż urodzić dziecko. Zawsze przychodzi na przykład też taka myśl, że kolejne dziecko to są kolejne obowiązki, ale to przecież wielka satysfakcja, iż to dziecko może rosnąć, może się uczyć, może mi pokazywać, co już potrafi, jak wysoko sięga. Nie wyobrażam sobie, żeby moje życie mogło inaczej wyglądać. Czasami jacyś dalsi znajomi jakoś tak próbują mi powiedzieć: "A może byś się dała wyciągnąć do miasta na chwilę, tylko w domu siedzisz i nigdzie nie chodzisz". Wtedy pytam: "Ale po co?". "No, żeby odpocząć, odstresować się". Nie jestem zmęczona, ja w domu odpoczywam. To jest moja oaza, to jest enklawa bezpieczeństwa, to jest mój świat.
Słysząc, co mówi żona, pan Piotr uśmiecha się. - Zawsze twierdziłem, że trzeba ewangelizować Europę poprzez wyż demograficzny - dodaje. A kończąc swoją wypowiedź, podkreśla: - Myślę, że żyjemy skromnie, ale nie zamieniłbym tego życia na żadne inne. Kocham moje dzieci i kocham moją Ulę, no i wiem, że Pan Jezus też nas kocha.

źródło: Nasz Dziennik, 04.12.2008.

Zobacz także:

 
poloniachristiana
Lepanto
 
 
Ukazał się 29. jubileuszowy numer "Rycerza Lepanto"
Czytelnicy znajdą w nim m. in. artykuły:
  • Szkoła Rycerska przy Instytucie im. Ks. Piotra Skargi
  • Z życia sekcji
  • Śp. Rafał Serafin - tak go zapamiętałem
  • Siedzący Byk katolikiem
  • Pistolety maszynowe Mors i MKPS
Numer 96,
wrzesień/październik 2017 r.
  • Przestroga dla świata i kościoła