PIOTRSKARGA.PL

 

Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail

 
NASZ RUCH NIE JEST PARTIĄ POLITYCZNĄ, ANI TEŻ NIE JEST POWIĄZANY Z KTÓRYMKOLWIEK Z ISTNIEJĄCYCH UGRUPOWAŃ POLITYCZNYCH
 
       

"Upominam się o piękno"

Polskę zalewa fala kiczu i ohydy, dlatego debata o gustach jest bardzo potrzebna. Upominam się o piękno - pisze w DZIENNIKU Paweł Śpiewak.

"O gustach się nie dyskutuje" - to jedno z najgłupszych powiedzeń, jakie znam. Polacy zaś szczególnie potrzebują publicznej debaty o pięknie i smaku. Kraj nasz zalewa bowiem fala kiczu i ohydy, której musimy się przeciwstawi. Jeśli zatem o czymś w Polsce dyskutować, to właśnie o gustach.

Gust nie jest sprawą prywatną, przede wszystkim dlatego, że smak każdego człowieka znajduje odzwierciedlenie w przestrzeni publicznej i oddziałuje na innych ludzi. Może razić, denerwować albo zachwycać. Jeśli pomaluję budynek na ohydne lub absurdalne kolory, które nie pasują do otoczenia, jeśli zbuduję sobie domostwo przypominające pałac Gargamela, to skażę całe otoczenie - nie tylko własną przestrzeń.

Smak utracony

Jeśli pojęcie smaku odgrywało jakąkolwiek rolę w filozofii, to było to w czasach przedkantowskich, kiedy oznaczało ono ogólne poczucie estetyczności i etyczności, które to pojęcia nie były wówczas do końca rozróżniane. Estetyczność i etyczność były normami, którymi mają się rządzić ludzie cywilizowani, kulturalni. Pojęcie smaku było pojęciem więziotwórczym, łączyło ludzi o podobnym poczuciu estetyki.

Tak jest zresztą do tej pory i można nawet definiować warstwy czy grupy społeczne także poprzez określone, zbliżone poczucie tego, co piękne. Czymże jest urząd głównego architekta miasta, jeśli nie instytucją smaku, która decyduje o naszym poczuciu estetyczności miasta? Tysiąc pism na temat stylu, doradzających, jak się mają ubierać kobiety i mężczyźni, jak urządzać mieszkania, et cetera - to kolejny przejaw "publiczności" sprawy wyglądu i gustu. Smak nie jest zatem sprawą prywatną ani w doświadczeniu, ani w historii, ani w opisie społecznym. Dlatego właśnie powinien zająć pierwszorzędne miejsce w naszym dyskursie publicznym i politycznym.

Tym bardziej że po 1989 r. dostaliśmy Polskę zniszczoną: mamy zeszpecone krajobrazy, paskudną zabudowę miejską, ohydną architekturę sakralną. Szczególnie to ostatnie razi i smuci. O ile można zrozumieć, dlaczego wrogie państwo budowało nam wszędzie takie same szesnastokondygnacyjne koszmarne budynki - te przysłowiowe bloki w polu, tak charakterystyczne dla wszystkich krajów obozu socjalistycznego, wznoszone jak najtaniej i jak najszybciej - o tyle zdecydowanie trudniej pojąć, dlaczego i Kościół przyłożył rękę do stawiania budynków przypominających raczej krematoria niż domy Boże.

Podobnie jak tego, czemu właściwie wyposaża się je w absolutny kicz. Wszak Kościół katolicki od zawsze był ostoją i orędownikiem piękna. Najwspanialsze dzieła architektoniczne, rzeźbiarskie, malarskie czy muzyczne w kulturze europejskiej ostatnich dwóch tysięcy lat zostały jednak stworzone właśnie pod auspicjami Kościoła, który teraz niestety promuje w Polsce najgorsze wzorce estetyczne.

Trzy źródła szpetoty

Rewolucja egalitarystyczna, jaka dokonała się w naszym kraju w ciągu ostatnich 50 - 70 lat, stworzyła ludzi wykorzenionych, wstydzących się tej tradycji, która się jeszcze zachowała. Ludzie ze wsi starają się ukryć swoje pochodzenie, udają "miastowych", tak też próbują się ubierać. Dawne zwyczaje i wzory zostały zniszczone, a jeśli przetrwały to tylko dzięki zakonserwowaniu biedy, jak to ma miejsce na Zamojszczyźnie.

Prowadzi to jednak do takiej oto sytuacji, że estetyka, do której aspirują Polacy, to krasnale w ogródkach, a arbitrem elegancji została ustanowiona prezydentowa Kwaśniewska będąca wcieleniem drobnomieszczańskiego szyku. Co widać z okna samochodu, gdy jedzie się drogą prowadzącą do większego czy mniejszego polskiego miasta? Wille, które przypominają sen pijanego cukiernika, pałace wzorowane na Neuschwanstein wciśnięte na kilkusetmetrowych działkach albo piękne skądinąd dwory angielskie pośrodku mazowieckiego pola.

To typowe dla ludu, który nagle dostał pieniądze i bez żadnego poczucia ładu i składu zaczyna budować. A piękno jest zawsze usytuowane i dopasowane do otoczenia. Gdy wjeżdżamy do holenderskiego czy czeskiego miasteczka, mamy poczucie pewnej stylistycznej spójności. Tymczasem u nas budynki powstają od sasa do lasa - bo projektujący je ludzie nie umieją czerpać z dobrych wzorców.

Nad tym wszystkim nadal unosi się duch systemu komunistycznego, który był świadomie brzydki. Budował szarą, szkaradną przestrzeń, narzucał najgorsze wzorce kultury i stylu bycia łączące kicz z nieludzką, odstręczającą monotonią. Powstawały architektonicznie niespójne miasta, których nie łączyła żadna koncepcja, mimo że podlegały one planowaniu. Komunizm walczył z pięknem i je deprecjonował, bo chciał poniżyć jednostki i pozbawić je tożsamości.

Człowiek, który żyje pięknie i zwraca uwagę na piękno, ma większe poczucie szacunku do siebie samego. To trzeba było zniszczyć, co niestety w dużej mierze się udało. Komunistyczna brzydota pozostała i nadal się reprodukuje z fałszywym uzasadnieniem, że Polacy są na dorobku, więc mają prawo nie zwracać uwagi na otoczenie.

Trzecim elementem, który odegrał bardzo istotną rolę w kształtowaniu polskiej brzydoty, to zniszczenie elity. Bardzo wąskiej, ale istotnej warstwy, dla której estetyka jest kluczowym elementem życia, dbającej o swoje otoczenie, o piękne formy, o ładną zastawę, stroje, język. Kogoś, kto wie, co jest ładne, a co brzydkie. W estetyce nie wszystko jest równie wartościowe i nie każde zdanie jest równie ważne.

W kwestiach piękna trzeba uznać istnienie pewnej hierarchii. Wzorce ubierania się czy stylu życia przechodzą od elit do mas. Hierarchiczność istnieje też zresztą w samej modzie - od haute couture po styl sklepowo-bazarowy, który stanowi jakieś bardzo dalekie echo propozycji najlepszych projektantów. Hierarchia istnieje także w muzeach.

Jak była wystawa rysunków Rembrandta czy obrazów Vermeera, to przychodziły na nie setki tysięcy ludzi, którzy wiedzieli, że to jest prawdziwa sztuka, a nie atakujące nas na każdym kroku pacykarstwo. Ładne otoczenie stawia wymagania, każe pięknie żyć. Uroda jest stawianiem wymagań, a demokracja nie polega przecież na tym, że wszystko wolno i wszystko jest równie dobre i wartościowe. Nie można mylić demokracji z apoteozą prostactwa i chamstwa.

Odzyskajmy dobry gust

Pytanie o smak właściwy jest zatem pytaniem o to, jak będziemy starali się go kształtować. A można to robić na bardzo wiele sposobów. Na przykład wprowadzić więcej lekcji historii sztuki czy rysunku do szkoły. Gdy byłem jurorem w różnych konkursach na plakaty dla dzieci, uderzyło mnie, iż polskie dzieci bardzo brzydko rysują, nie mają żadnego poczucia miary, proporcji. Nic w tym zresztą dziwnego, bo tego się ich po prostu w ogóle nie uczy. Nie pokazuje się, na czym polega dobre malarstwo w odróżnieniu od malarstwa złego i kiczowatego.

Można też na przykład wprowadzić rozporządzenia, które obowiązują już w wielu krajach, zakazujące budowy pewnego typu domów w danej okolicy, bo są niezgodne z kanonami estetycznymi właściwymi dla tej przestrzeni. W tym sensie definicja poczucia smaku wchodzi w sposób agresywny w sferę decyzji publicznych. Trzeba jednak zmusić ludzi, by zaczęli myśleć o pięknie, szanowali tradycję i nie budowali szkaradztw.

Trzeba odbudować, co się da, a przede wszystkim powstrzymać rozprzestrzenianie się tej zarazy. To nie jest tak, że wszystko zostało stracone, bo boom budowlany w naszym kraju nadal trwa. Trzeba tylko pamiętać o jakimś kanonie estetycznym, bo niestety środowisko architektów poniosło straszliwą klęskę, nie promując lepszych wzorców.

Elity, nie tylko architekci, ale również historycy sztuki, artyści czy inteligencja, w ogóle powinny na nowo podjąć swoją misję i przejąć poczucie odpowiedzialności za wspólną przestrzeń i piękno w Polsce. Nie możemy bać się mówić i dać się sterroryzować przez masowe gusta, fałszywe poczucie egalitaryzmu czy tezę, że gusta są sprawą prywatną. Ta sprawa jest zbyt ważna.

źródło: www.dziennik.pl

Zobacz także:

 
poloniachristiana
Lepanto
 
 
Ukazał się 29. jubileuszowy numer "Rycerza Lepanto"
Czytelnicy znajdą w nim m. in. artykuły:
  • Szkoła Rycerska przy Instytucie im. Ks. Piotra Skargi
  • Z życia sekcji
  • Śp. Rafał Serafin - tak go zapamiętałem
  • Siedzący Byk katolikiem
  • Pistolety maszynowe Mors i MKPS
Numer 95,
lipiec/sierpień 2017 r.
  • Kongres Apostołów Fatimy