PIOTRSKARGA.PL

Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail

NASZ RUCH NIE JEST PARTIĄ POLITYCZNĄ, ANI TEŻ NIE JEST POWIĄZANY Z KTÓRYMKOLWIEK Z ISTNIEJĄCYCH UGRUPOWAŃ POLITYCZNYCH
Ks. Walerian Meysztowicz

Polski katolicyzm


Utarł się wśród nas zwyczaj mówienia źle o sobie samych. "Polonia semper fidelis" jest dziś zdaniem niemodnym. "Lud ciemny, inteligencja bezbożna, kler na niskim poziomie" - oto co dziś polski katolik mówi o własnym kraju i własnym Kościele. Utarte te zdania powtarzane są bez argumentów, najczęściej w sferach inteligencji i półinteligencji starającej się imponować znajomością ostatniej modnej powieści Londynu czy Paryża.

NIEPIŚMIENNI ARYSTOTELICY

Przypatrzmy się temu bliżej. Jeden z najwybitniejszych myślicieli katolickich naszych czasów, O. Wilhelm Michalski, mówił o "wysokości" i "rozległości" kultury - cytując, jako przykład wysokiego poziomu kulturalnego, tych ludzi z polskiego ludu, którzy częstokroć nawet czytać nie umieją, żyli jednak głębokim życiem religijnym. Dla naszych pisarzy, może większym autorytetem będzie ów Francuz, zakonnik, jeden z tych Francuzów, którzy przesyceni kulturą XX wieku, zanim jeszcze wymyślono egzystencjalizm, odwracają się od zachodu, w poszukiwaniu "des ames viérges, libres de tout le bagage de St. Thomas et d Aristote" (dusz dziewiczych, wolnych od wszelkiego bagażu św. Tomasza i Arystotelesa), jeżeli nie w Rosji, to tam, gdzie sądzili, że są na jej peryferiach - za linią Curzona. Mówił mi on kiedyś, ze smutkiem, że na Polesiu ludzie, nawet niepiśmienni, są "arystotelikami i tomistami - sami o tym nie wiedząc".
Kto ma wewnętrzne zrozumienie dla spraw wiary, kto sam żyje życiem religijnym, temu nie było trzeba znać wielu "ludzi z ludu", by cytować przykłady najgłębszej kultury religijnej. Żaden ksiądz, który choć raz w życiu posłuchał przez parę godzin spowiedzi w Polsce, na wsi, o ciemnocie religijnej ludu mówić nie będzie. Ulubiony to temat dla miejskich półinteligentów, katolików w pierwszym pokoleniu, nie znających naprawdę ani ludu, ani religii. Dziś, gdy atak bezbożnictwa szaleje od morza do morza, poprzez kraje bałtyckie, Czechy, Węgry, Rumunię - staje on onieśmielony przed drewnianym progiem polskiej chaty i polskiego wiejskiego kościoła, czując, że tam znajdzie opór, którego lepiej jeszcze nie wywoływać. Płytkie twierdzenie o ciemnocie religijnej polskiego ludu powinno w ogniu tej próby spłonąć. Nie mieliby bezbożnicy takiego z tym ludem kłopotu, gdyby był on "religijnie ciemny". Są w Europie ludy religijnie nieoświecone; te, przez które przeszedł indyferentyzm zrodzony z protestantyzmu lub z wolteriaństwa; liczne są tej ciemnoty przykłady: ale nie w Polsce ich szukać należy.

KATOLICKA INTELIGENCJA

Czy polska inteligencja jest naprawdę bezbożna? W XIX wieku wiele złych wpływów szło na inteligencką młodzież polską od rosyjskiego i niemieckiego nauczycielstwa i profesury a próżno było szukać na to odtrutki w Paryżu. Ale ilu było ludzi prawdziwie i szczerze pobożnych wśród inteligencji, szczególnie wiejskiej i to wcale nie tylko wśród kobiet. Zapewne, życie religijne polskiej inteligencji szło innymi torami u nas, a innymi we Francji czy w Niemczech. Nie mieliśmy nigdy zamiłowania do spekulacji filozoficznych czy teologicznych; ale ideał ofiary w obronie chrześcijaństwa przetrwał u nas, gdy gdzie indziej ten aspekt religijności zaginął doszczętnie. Dał on światu nie tylko odsiecz wiedeńską, nie tylko cud nad Wisłą. Zrobiono u nas wiele do oświecenia religijnego wcale nie bezbożnej, lecz tylko niewykształconej religijnie inteligencji.
Młodzież akademicka zrzeszona w Sodalicjach, w Odrodzeniu, poważnie się kształciła w dziedzinie teologii. Jeżeli spojrzeć na rolę, jaką odegrały w życiu akademickim wydziały teologiczne, które były na wszystkich naszych uniwersytetach (z wyjątkiem jednego tylko Poznania): na wpływy duszpasterstwa akademickiego; na katolickie zrzeszenia akademików; to trzeba przyznać, że nic nie zaniedbano, by poziom wiedzy religijnej inteligencji dorównywał poziomowi jej wykształcenia w innych dziedzinach. Jeżeli, szczególnie na początku dwudziestolecia międzywojennego religijność inteligencji wyglądała blado na tle wspaniałej pobożności ludu, należy to przypisać duchowi czasu, nie duchowi miejsca, XIX wiekowi, nie Polsce; i trzeba przyznać, że pod koniec tego okresu postęp w tej dziedzinie był niewątpliwy. Przejawiło się to najjaskrawiej w czasie próby wojennej, w porównaniu ze stanowiskiem inteligencji krajów, które nie raz nam chciano stawiać za wzór do naśladowania. Spokojnie i obiektywnie możemy mówić o chrześcijańskim bohaterstwie naszej inteligencji wobec nowego pogaństwa niemieckiego i wobec sowieckiej bezbożności.

POLSKIE DUCHOWIEŃSTWO

Najniesłuszniejszy, najpłytszy jest jednak zarzut stawiany Polsce, przeważnie przez Polaków olśnionych "Zachodem", że poziom naszego kleru jest niski. Warto podkreślić, że "niski poziom kleru" był zarzucany nie tylko Polsce; to samo w pewnych sferach mówiono o klerze hiszpańskim, włoskim i irlandzkim. Znajdowano niski poziom kleru właśnie tam, gdzie kler umiał utrzymać lud przy Kościele; jako wzór "wysokiego" poziomu kleru cytowano... Francję, gdzie obojętność religijna do cna wypróżniła kościoły, i Niemcy, gdzie stanowisko kleru wobec rozkazów Hitlera oczekuje jeszcze na opracowanie. Ale być może, że o poziomie kleru trzeba sądzić nie według powodzenia w duszpasterstwie, choć ta miara wydaje się może najsłuszniejszą.
Na pewno nie decyduje o poziomie kleru ilość gładkich labusiów, zdolnych do prowadzenia w każdym konwentyklu rozmowy na wszystkie tematy "kulturalne", od kina poprzez malarstwo aż do teatru. Takich księży mieliśmy niewielu, i nie ma czego żałować. Jeżeli za miarę poziomu brać wykształcenie teologiczne, to nie zapominajmy, że w chwili odzyskania niepodległości mieliśmy dość uczonych księży, by w ciągu paru lat stworzyć aż trzy wydziały teologoczne z takimi profesorami, jak O. Jacek Woroniecki, Ks. Idzi Radziszewski, Ks. Konstanty Michalski, Ks. Czesław Falkowski, Ks. Bronisław Żongołłowicz; wielu, i pewno nie słabszych, opuszczam. Ich głos był przyciszony niedalekim zasięgiem polskiego języka. A pamiętajmy, że w tym samym czasie przynajmniej z dziesięć seminariów podnieśliśmy z poziomu licealnego na poziom akademicki, stosując wszędzie niełatwą do osiągnięcia "rationem studiorum" Piusa XI. Kto widział z bliska polskie wydziały teologiczne, i mógł je porównać nawet z najsławniejszymi uczelniami za granicą, ten wie, jak wysoko potrafiły one stanąć. Poziom naukowy naszego kleru nie był niższy od innych. - Ale czy to jest miarą?
Przyszły, wraz z klęską wojenną, prześladowania. Rozlegają się dziś głosy, że nie były to prześladowania religijne, lecz narodowe. Zwykły to wybieg prześladowcy, który od czasu Nerona nigdy do prześladowania wiary się nie przyznaje, a rzuca oskarżenia na prześladowanych, jeżeli nie o podpalenie Rzymu to o polski nacjonalizm lub o wstecznictwo społeczne. Zwykle znajdują się Polacy, którzy ten zarzut powtarzają: jeżeli kler polski gorzej był prześladowany niż czeski, to nie dlatego, że był bardziej katolicki, ale dlatego, że był polski. Płycizna tego sądu, powtarzanego mechanicznie za wrogą propagandą, staje się jasna, gdy się postawi pytanie: czy też przypadkiem Polacy nie byli gorzej prześladowani od Czechów właśnie dlatego, że byli bardziej katoliccy? Czy jedną z przyczyn, zwiększających nienawiść ku nam ze strony pogan i bezbożników nie jest właśnie nasza wierność Kościołowi katolickiemu? Czy nie tylko Dachau, ale i Oświęcim, i Katyń nie są po części przynajmniej skutkiem nienawiści do idei najbardziej i najistotniej wrogiej totalizmowi - do idei katolickiej reprezentowanej nie tylko przez kler, ale przez cały naród polski?
Gdybyśmy nic nie mieli na obronę kleru polskiego - to świat odczułby za nim męczeńskie jego dzieje. - A jak wyszli z obozów w Sowietach i w Niemczech ci księża? Jeszcze ledwie o własnych siłach czołgać się mogli, a już przystąpili do duszpasterstwa wśród innych więźniów. Zorganizowali w Rosji całą sieć duszpasterska, którą potem Stalin wygnał w ślad za 2 Korpusem, sieć, która wiernie towarzyszyła żołnierzowi przez Monte Cassino i Bolonię, do angielskich obozów, i teraz razem z nim idzie na zamorską emigrację. Ci, którzy wyszli z Dachau stworzyli wspaniałą organizację duszpasterstwa polskiego w Niemczech. Ogrom wysiłku i ofiar w to włożony świadczy najlepiej o tym, czym jest kler polski. Od pierwszych czasów Kościoła żaden inny kler na tej wyżynie nie stanął.

ZASŁUGI KOŚCIOŁA POLSKIEGO

Podnieśmy jeszcze parę oklepanych, ale gęsto powtarzanych zarzutów przeciwko katolikom polskim: Nie brali oni udziału w akcji misyjnej Kościoła w XIX wieku.
Nikt z powtarzających ten zarzut nie pomyślał nawet, że to tak prawie brzmi, jak zarzucanie Kościołowi hiszpańskiemu, że nie brał on udziału w akcji nawracania prawosławnych. A gdzież mieli Hiszpanie pole po temu, jeżeli o zetknięcie się ze schizmą było im równie trudno, jak nam o zetknięcie z Murzynami? Mówiąc o braku naszego udziału w "Akcji Misyjnej" nie wspomina się wcale, że w ciągu tegoż XIX wieku polscy katolicy wznieśli setki kościołów na całym obszarze Rosji, od Dniestru - po Pacyfik, i stworzyli życie katolickie w tym kraju równie niedostępnym dla wpływów Kościoła jak wnętrze Pamiru czy Chin. Mimo to powtarza się utarte zdanie o naszej nieobecności - choć przecież misje polskie w krajach egzotycznych takimi błyszczą imionami jak Rudomina, Beyzym, Zaleski - no i jak jeden z głównych twórców ruchu misyjnego w XIX wieku, kardynał Ledóchowski. Ale kto wie o nich? Dobrze, jeżeli się zarzut "nieobecności" okrasi jakimś ogólnikowym zastrzeżeniem o "wyjątkach".
Nie wspominamy nigdy o jednej z największych zasług Kościoła polskiego: - o akcji unijnej. Unia Brzeska jest czymś zapomnianym; nie pamiętamy, że jest ona polskim dziełem, i nie wiemy nawet, że przewyższa ona wielokrotnie wszystko, co w dziedzinie unii z Kościołami wschodnimi w ogóle kiedykolwiek było dokonane. Kto z nas zdaje sobie sprawę z tego, że to, co z tej - pozostało po katastrofach rozbiorów; po odstępstwach Siemiaszki, po prześladowaniach na Chełmszczyźnie - Metropolia Lwowska obrządku grecko-ruskiego - wynosiła liczebnie w przeddzień drugiej wojny światowej więcej katolików, aniżeli wszystkie obrządki unickie: rumuński, malabarski, maronicki, melchicki, syryjski, chaldejski i tyle innych razem wziętych?
Jakże chętnie się mówi o "niekatolickim" kierunku ustawodawstwa polskiego; a kto z nas samych wie, że ustawy konstytucyjne polskie, zarówno ta z 1921 roku, jak i z r. 1935, były najbardziej katolickimi konstytucjami wśród wszystkich państw współczesnych?
Nie sposób zmieścić w ramach jednego artykułu wszystkich dowodów na to, że nasz katolicyzm nie jest słabszy, ani płytszy, od katolicyzmu innych narodów, że ani lud nasz nie jest religijnie ciemny, ani inteligencja nie jest bezbożna, ani kler nie jest "na niskim poziomie". Zaledwie dotknęliśmy tych obszernych dziedzin. To, co powiedzieliśmy prowadzi do przeciwnych wręcz wniosków. Chcielibyśmy, by jeżeli ktoś do utartych szablonów zechce powracać, by się zastanowił, czy nie wyrządza krzywdy i ludowi, i inteligencji, i szczególnie klerowi polskiemu - czy nie wyrządza krzywdy Kościołowi w Polsce. Czy nie ulega temu nałogowi "chwalenia cudzego, zapoznawania swego", który już tyle zła nam wyrządził?

Chrześcijańska myśl społeczna na emigracji, Londyn - Lublin 1991, s. 191-195

poloniachristiana
Lepanto
Ukazał się 29. jubileuszowy numer "Rycerza Lepanto"
Czytelnicy znajdą w nim m. in. artykuły:
  • Szkoła Rycerska przy Instytucie im. Ks. Piotra Skargi
  • Z życia sekcji
  • Śp. Rafał Serafin - tak go zapamiętałem
  • Siedzący Byk katolikiem
  • Pistolety maszynowe Mors i MKPS
Numer 96,
wrzesień/październik 2017 r.
  • Przestroga dla świata i kościoła