PIOTRSKARGA.PL

 

Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail

 
NASZ RUCH NIE JEST PARTIĄ POLITYCZNĄ, ANI TEŻ NIE JEST POWIĄZANY Z KTÓRYMKOLWIEK Z ISTNIEJĄCYCH UGRUPOWAŃ POLITYCZNYCH
 
       

Rozstrzelana Polska

Spośród trzech obozów specjalnych NKWD, w których od jesieni 1939 r. do wiosny 1940 r. przebywali polscy oficerowie, najbardziej znany jest Kozielsk. Jego nazwa stała się dla Polaków równie wymowna jak Katyń. Stąd przecież wiodła droga do Smoleńska i Lasu Katyńskiego - pisze na łamach "Naszego Dziennika" Piotr Szubarczyk.

[...] W momencie rozpoczęcia "rozładowania" obozu kozielskiego w środę, 3 kwietnia 1940 r., znajdowało się w nim około 4,5 tys. polskich oficerów, wśród nich czterej generałowie: Bronisław Bohaterewicz, Henryk Minkiewicz, Mieczysław Smorawiński i Jerzy Wołkowicki. Był też kontradmirał Ksawery Czernicki, ok. 100 pułkowników, ok. 300 majorów, ok. 1000 kapitanów i rotmistrzów, ponad 2 tys. poruczników, podchorążowie.

Lista jeńców z Kozielska, wielokrotnie już opublikowana, nie pozostawia wątpliwości co do tego, że w Lesie Katyńskim umierali nie tyle wojskowi, ile przede wszystkim kwiat polskiej inteligencji, i w tym określeniu nie ma cienia przesady. Przeważająca część jeńców Kozielska to byli oficerowie rezerwy. Zmobilizowano ich na czas wojny, bo obrona kraju to obywatelski obowiązek wobec Ojczyzny. Zabito ich przede wszystkim za to, że byli wykształceni i mogliby, wypuszczeni na wolność, działać na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego. Zabito ich w ramach akcji pozbawiania polskiego społeczeństwa głowy - w terminologii NKWD - "obezhołowienia".

Wśród 4410 byłych więźniów Kozielska na pierwszy plan wysuwają się nauczyciele. Jest ich 535. Gdyby dodać listy zamordowanych w Twerze i Charkowie, doliczylibyśmy się zapewne ponad tysiąca zamordowanych polskich nauczycieli. Mord na oficerach polskich nie na wszystkich robi wystarczające wrażenie. Spotkałem ludzi, którzy uważali, że wojskowi zawsze muszą się liczyć ze śmiercią w czasie wojny... Jednak mord na 2 tys. polskich nauczycieli to coś znacznie więcej. Gdzie jest nauczycielska lista katyńska?

Gdzie są nauczycielskie memoriały ich starszych kolegów? Co dziś robi w tej sprawie "lewicowy" Związek Nauczycielstwa Polskiego, który w czasach PRL zamieszczał w "Głosie Nauczycielskim" scenariusze akademii z okazji rocznic rewolucji bolszewickiej?

Drugą wielką grupę zamordowanych stanowili inżynierowie. Tylko na liście katyńskiej, mimo niepełnych danych, jest ich 265. Razem z Charkowem i Twerem było ich pewnie ponad 500. Jakże bardzo byli po wojnie Polsce potrzebni. W dołach Katynia zakopano też 65 techników różnych specjalności: chemików, drogowców, mechaników, rolników i innych.

To był także mord na polskim korpusie urzędniczym, na wysoko wykwalifikowanych urzędnikach szczebla państwowego i samorządowego, burmistrzach, wójtach i innych. W samym Kozielsku można ich naliczyć około 400, więc pewnie we wszystkich trzech miejscach zbrodni było ich ponad tysiąc.

Szczególnie porusza człowieka zbrodnia popełniona na lekarzach różnych specjalności. Lekarz ratuje życie ludzkie, także życie wroga. Z Kozielska nad katyński dół zaprowadzono około 300 polskich lekarzy i farmaceutów. Mogli służyć także zbrodniarzom, przecież cierpienie nie rozróżnia narodowości. Mogli i nie mogli. Przecież byli Polakami...

Lista katyńska to wykaz niemal wszystkich zawodów, jakie człowiek wykształcony, z co najmniej średnim wykształceniem, mógł zdobyć w międzywojennej Polsce. Jest tu cały legion prawników: sędziów, adwokatów, prokuratorów, radców prawnych, notariuszy - razem 197. Są pracownicy naukowi, architekci, weterynarze, handlowcy, księgowi, mierniczy, agronomowie, bankowcy, chemicy, ekonomiści, przemysłowcy, leśniczy, filolodzy, dziennikarze, literaci, artyści malarze, rzeźbiarze, aktorzy, historycy, filozofowie, fizycy, kreślarze, kapelmistrzowie, drukarze, bibliotekarze, meteorolodzy, geometrzy, geodeci, muzycy, przedsiębiorcy, technolodzy, kartografowie, księgarze, leśnicy... Każda z tych grup zawodowych działających w dzisiejszej Polsce powinna się upomnieć o swych starszych kolegów.

"Był piękny poranek"...

Wstrząsająca jest konfrontacja zapisków ze stacji Gniezdowo pod Smoleńskiem, skąd zabierano jeńców na miejsce zbrodni w Lesie Katyńskim. Z jednej strony są to zapiski uratowanego profesora Stanisława Swianiewicza, z drugiej zaś zamordowanego godzinę po zapisaniu ostatniego słowa mjr. Adama Solskiego, w roku 1939 oficera 14. Dywizji Piechoty. Swianiewicz został przewieziony ze stacji Gniezdowo do moskiewskiego więzienia, skąd po interwencji polskiego MSZ został uwolniony w 1942 roku. Ocalał być może dlatego, że już przed wojną znany był jako autor publikacji poświęconych gospodarce i ekonomii sowieckiej. Dla NKWD był więc źródłem wiadomości o tym, jak sowiecka gospodarka postrzegana jest w wolnym świecie. Profesor Swianiewicz postawił szeroko rozpowszechnianą do dziś tezę, że zbrodnia katyńska była zemstą bolszewików za przegraną wojnę 1920 roku. Wydaje się jednak, że trzeba ją rozpatrywać raczej jako szczególny przejaw sowieckiej "rewolucji" zaplanowanej dla polskich Kresów. W każdej rewolucji typu bolszewickiego zaczyna się od zabijania ludzi wykształconych, co podkreślał w filmie dokumentalnym "The Soviet Story" wybitny rosyjski opozycjonista Władimir Bukowski.

Profesor Swianiewicz pisał 30 kwietnia 1940 r.: "Po wyjściu z wagonu uderzyły mnie przyjemne zapachy wiosny z pól i zagajników, gdzie miejscami jeszcze leżał śnieg. Był piękny poranek, wysoko nad głowami śpiewały skowronki. Trochę dalej od miejsca naszego postoju znajdowała się stacja, ale nie zauważyłem tam nikogo. Nasza lokomotywa została już odczepiona i odjechała. Z drugiej strony składu docierały jakieś dźwięki, ale nie widziałem, co się tam dzieje. Pułkownik NKWD zapytał mnie, czy nie mam ochoty na herbatkę"... Kapitan Solski zaś pisał rankiem 9 kwietnia, w dniu swojej śmierci: "Rano, paręnaście przed 5 pobudka w więziennych wagonach i przygotowanie się do wychodzenia. 6. Mamy jechać samochodami. I co dalej? (...). Wyjazd karetką więzienną w celkach (straszne). Przywieziono gdzieś do lasu, coś w rodzaju letniska. Tu szczegółowa rewizja. Zabrano mi zegarek, na którym była godzina 6.30, pytano mnie o obrączkę, zabrano ruble, pas główny, scyzoryk". Zbrodniarzy nie interesowały zapiski człowieka, który był już dla nich martwy. Interesowała ich ewentualnie obrączka ślubna. Wyobraźnia enkawudzisty nie sięgała do wiosny 1943 r., nie przypuszczali enkawudowscy zbrodniarze, że jakakolwiek armia świata kiedykolwiek dotrze do Smoleńska. Uważali, że całe Sowiety są więzieniem, a oni strażnikami, sędziami i katami. Mogą zabijać w dowolnym miejscu "nieludzkiej ziemi", bo i tak nikt nie odważy się szukać śladów zbrodni. To tak jak w znanej piosence Włodzimierza Wysockiego, gdzie więzień wypuszczony z łagru do domu, "na wolność", komentuje to słowami: "I powiedli z Sibiri w Sibir"...

Świadectwo ks. Peszkowskiego

Więźniem Kozielska był także ks. prałat Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski, zmarły przed trzema laty kapelan Rodziny Katyńskiej i Pomordowanych na Wschodzie, przyjaciel Jana Pawła II. Przed śmiercią pozostawił szczególne świadectwo z Kozielska, zapisane w wywiadzie dla "Naszego Dziennika" w roku 2004: "Mord katyński stał się jedną z symbolicznych dat końca dawnej Rzeczpospolitej. Zniknął wówczas kwiat inteligencji polskiej wraz ze swoją świętą dewizą 'Bóg, Honor, Ojczyzna'. Odtąd Polska była już inna. Przez Kozielsk, Ostaszków, Starobielsk, Kijów, Mińsk zerwano bowiem ciągłość z wielką przeszłością Narodu (...). Mój pobyt w Kozielsku wspominam jako odkrycie Polski prawdziwej. Sowieci zgromadzili tam przecież samą elitę polską: lekarzy, profesorów uniwersyteckich, zawodowych i rezerwowych oficerów, olimpijczyków, alpinistów i wreszcie księży. Ci ostatni, by mieć swobodę sprawowania posługi duszpasterskiej w obozie, starali się ukryć, że są kapłanami. Przekonaliśmy się, kim są, dopiero wtedy, kiedy w Wigilię Bożego Narodzenia wszystkich ich nam zabrano. Pozostał tylko ksiądz Jan Leon Ziółkowski. Potem jednak i jego 'przyłapano' na odprawianiu Mszy św. Odkrycie przeze mnie, wówczas młodego podchorążego, inteligencji polskiej było czymś wyjątkowym. Nabrałem wielkiej ochoty do nauki. Profesorowie uczyli nas różnych przedmiotów. Wyjaśniali, co Polska dała światu. Nosili ją przecież w swoich sercach. Angielskiego uczył mnie chyba major Konopka. Już nie pamiętam, kto francuskiego. Z zapartym tchem słuchałem profesora, który wykładał strategię w Wyższej Szkole Wojennej. Pamiętam wykłady o zdobyciu Kartaginy, o wyprawach napoleońskich. Od doktora Michalskiego, który pracował na Uniwersytecie Lwowskim, nasłuchałem się o leczeniu ludzi i psów. Tatry zdobyłem, szczyt po szczycie, z kolegą, który zajmował pryczę obok mnie i był zapalonym taternikiem. Kiedy zgłosiłem kolegom, że boli mnie ucho, przyprowadzono do mnie jednego z najwybitniejszych laryngologów. Spotkałem się również z doktorem Bolesławem Szareckim, wybitnym chirurgiem. Wydaje się to paradoksem w obozie niewoli. A jednak tak właśnie było. Wspólną dolę dzielili ze sobą najlepsi polscy specjaliści. Bez przesady można powiedzieć, że w obozie kozielskim znalazł się kwiat inteligencji polskiej. Wszyscy żyliśmy w ogromnej rozterce. Przeżywaliśmy bardzo tę całą sytuację, w której przyszło nam żyć. Szybko jednak się zorientowaliśmy, że rozpacz nie jest dobrym wyjściem, że mówienie o tym, jak w przyszłości wyglądać będzie Polska, daje nam pewną równowagę. W rzeczywistości jednak ta przyszłość Polski stała dla nas pod wielkim znakiem zapytania. Obawialiśmy się o jej dalsze losy (...). Oprócz wybitnych uczonych spotkałem w Kozielsku fantastycznych wojskowych, mężnie broniących swoich przekonań. Mój dowódca szkoły podchorążych, pułkownik Wania, nigdy nie zdjął Orderu Virtuti Militari. Poza tym zawsze okazywaliśmy sobie należyty szacunek i to na każdym kroku. Salutowaliśmy, przekazywaliśmy znaki uszanowania (...). W naszym obozie rozsiewano zupełnie fantastyczne pogłoski. Jedni mówili, że będą nas wymieniać na jeńców niemieckich. Inni, że pójdziemy do pracy w kołchozach, bo trudno nas wyżywić. Jeszcze inni, że na pewno czekają nas gułagi na Syberii. Byli i tacy, którzy na podstawie własnych domysłów uważali, że na siłę wcielą nas do armii sowieckiej. Żyliśmy w ciągłej huśtawce. Jedynym stałym punktem odniesienia była wiara w Opatrzność Bożą".

Pełny tekst: "Nasz Dziennik"

 
poloniachristiana
Lepanto
 
 
Ukazał się 29. jubileuszowy numer "Rycerza Lepanto"
Czytelnicy znajdą w nim m. in. artykuły:
  • Szkoła Rycerska przy Instytucie im. Ks. Piotra Skargi
  • Z życia sekcji
  • Śp. Rafał Serafin - tak go zapamiętałem
  • Siedzący Byk katolikiem
  • Pistolety maszynowe Mors i MKPS
Numer 95,
lipiec/sierpień 2017 r.
  • Kongres Apostołów Fatimy