Warszawski klub erotyczny Cocomo nie istnieje, ale prawo ściga protestujących

Członek Krucjaty Młodych wezwał policję, by zwrócić uwagę stróży prawa na kobiety zachęcające mężczyzn na ulicach do skorzystania z usług klubu go-go Cocomo. Jednak policjanci, zamiast zająć się problemem natręctwa dziewcząt, zajęli się tym, który ich wezwał.

Do zdarzenia doszło na początku stycznia. Wówczas przed klubem go-go Cocomo przy Krakowskim Przedmieściu członek Krucjaty Młodych, Maciej Maleszyk został zaczepiony przez dziewczyny z różowymi parasolkami. Zachęcały go do wejścia do klubu.

Maleszyk postanowił zareagować. - Uznałem, że tego rodzaju promocja jest działaniem nieobyczajnym, wezwałem więc policję - mówi członek Krucjaty Młodych w rozmowie z PCh24.pl. Chciał, by funkcjonariusze zareagowali na natrętne zaproszenia kobiet do erotycznego klubu. Policjanci jednak byli innego zdania. Uznali, że wezwanie nie było uzasadnione. - Funkcjonariusze stwierdzili, że wezwanie było bezpodstawne. Jeden z policjantów powiedział też, że chętnie się z kolegą wybierze do klubu po pracy - relacjonuje Maleszyk.

Teraz Maciej czeka na rozprawę. Bo choć klub Cocomo na Krakowskim Przedmieściu został już zamknięty, to sprawa Maleszyka jest teraz w sądzie. 5 czerwca będzie się musiał tłumaczyć z tego, że wezwał policję, widząc publiczne promowanie nieobyczajności.

Źródło: PCh24.pl

Galeria